in MAMA, MOTYWACJA

Czujesz się sama, bo jesteś w tym sama – nikt inny nie ma takiego wpływu na Twoje życie

at
jak-zaczac-od-nowa

Ostatnich kilka dni dało mi psychicznie popalić. Musiałam pochylić się nad kłopotami znajomych, które bardzo sobie cenię, które wyciągnęły do mnie pomocną dłoń wtedy, gdy jej potrzebowałam. Nałożenie wielu problemów w tak krótkim czasie dało w łeb mojej wątłej psychice, która analizować lubi za bardzo. Przeżywam coś, na co nie mam wpływu i martwię się, a martwiąc zanurzam czasem w panice. Bo sytuacja kobiet, które są mi bliskie, jest trudna. Bo sytuacja kobiet, których nie znam, a które przychodzą do mnie przez bloga, również nie wygląda ciekawie. Uczę się dystansu, o który niestety mi trudno – moja praca inspirowana jest ludźmi, do życia potrzeba mi ich jak tlenu. Czasem więc się udaje, czasem muszę popłakać. Ale tej huśtawki emocjonalnej mam dzisiaj trochę dość i cieszę się, że i mnie ktoś wczoraj kopnął w dupę, jako i ja Cię zaraz zamierzam.

Byłam tam. Byłam tam, kiedy sypało się moje małżeństwo, kiedy wyprowadzałam się z ukochanego miasta, kiedy nie wiedziałam, co dalej z moimi studiami, pracą, co z moim życiem. Kiedy kolejny raz nie przyjmowano mnie do pracy, kiedy on znowu okazał się dupkiem. Kiedy dałam sobie wmówić i po prostu czułam, że nic nie jestem warta, że głupia i że to wszystko jeszcze widać na mojej brzydkiej twarzy. Naprawdę tak myślałam. Nie miałam kasy, pomysłu, siły. Nie chciało mi się wstać z łóżka, nie chciało mi się sprzątać, a posłanie syna do przedszkola było srogim wyzwaniem. W głowie ciągle dudniło mi “czesne”, a stan mojego konta nawet nie próbował iść w górę, bo zlecenia nie siadły, nie pykły, nie poszły… albo ja ich nie szukałam, bo nie miałam siły, bo przecież kto mnie weźmie, skoro tylu odmówiło. Moja droga, ja tam byłam.

Odkąd powiedziałam to głośno, odkąd wiecie, że przebrnęłam przez bagno, lubicie sobie do mnie coś skrobnąć. Nie mam nic przeciwko, nie zrozum mnie źle, ja feedback sobie cenię i on daje mi wiarę, że to całe pisanie ma sens. Ale musisz wybaczyć, bo ja nie naprawię Twojego życia za Ciebie. Czujesz się w tym sama? Bo sama w tym jesteś, bo nikt inny nie przeżyje za Ciebie Twojego życia, nie podejmie żadnych kroków w stronę lepszego, nie naprawi beznadziejnej sytuacji. Tylko Ty masz na to wpływ.

Żadna blogerka, choćby i miała milion wyświetleń w ciągu doby, nie wejdzie w Twoje ciało i nie pokieruje nim tak, by życie było dobre i spokojne. Choć przeczytasz jeszcze tysiące podobnych do Twojej historii, które zakończyły się szczęśliwie, nie zmieni to położenia, w którym się znalazłaś. Nawet najlepszy psycholog nie załatwi sprawy, jeśli Ty nie zaczniesz myśleć o sobie – ciepło, czule, z miłością. Każda kobieta, która taplała się w błocie, wyszła z niego na własnych nogach, jedynie wspierając się na wyciągniętej przez kogoś ręce. Lub nie.

Przyjaciele, psychologowie, a nawet i my, blogerzy – jesteśmy, wysłuchamy, nawet coś powiemy. Jedni doradzą mądrzej, inni mogą tylko pochylić głowę przed Twoim problemem i przyjąć go na klatę, by na Twoich barkach wydawał się odrobinę chociaż lżejszy. Ale jesteśmy przez moment. Chwilę, kiedy służymy podporą, ramieniem. Przez całe życie musisz przejść sama i to Twoje nogi mają Cię prowadzić tam, gdzie Twoja głowa wymyśli sobie iść.

Trzecie rozwiązanie

Nie jest tak, że dzisiaj kasa płynie mi z nieba, ja jestem spełniona zawodowo i mogę pozwalać sobie na wszystko, co tylko sobie wymyślę. Nie jest też tak, że czasem nie chce mi się przytulić do kogoś wieczorem i to na jego głowę bezczelnie zwalić moje troski. Czasem naprawdę chciałabym dzielić miejsce w szafie na dwa i mieć kubek specjalnie dla kogoś. Wciąż szukam pracy, choć założyłam własną firmę. Powoli zaczynam spotykać się z ludźmi, dawać sobie przyzwolenie na to, co moi sąsiedzi uważają za zachowanie niewłaściwe dla rozwódki czy matki. Wciąż mieszkam kątem u rodziców i badam grunt przed wyprowadzką, bo muszę mieć pewność, że dam sobie radę. Tak, jeszcze jej nie mam. Mimo to, jestem spokojna, bo pozwoliłam sobie na spokój.

Czasy i motywacyjne gadki, które powinno się zdelegalizować, nauczyły nas pewnej głupoty. Że jak leżysz w czarnym dole, ubabrana gównem po uszy i nie bardzo wiesz, jak się stąd wydostać, to masz tylko dwa wyjścia: albo tam utknąć i zgnić, albo pobiec do przodu i działać, działać, działać, bo przecież świat jest w Twoich rękach. W moich rękach jest dycha i rachunki na ponad 200 złotych, a do 10 mam zapłacić ZUS – jestem zdecydowanie gotowa na podbój świata, a Ty? No właśnie. Mam nadzieję, że czujesz ironię.

Stawanie na nogi po każdej życiowej porażce to cholernie żmudny proces. Niejeden raz w jego trakcie wywalisz się na gębę, to Ci chyba nawet mogę obiecać. Wychodzisz z dołka i na to potrzeba czasu, który musisz sobie dać. I to nie jest tak, że u Ciebie nie dzieje się wiele, bo czymże jest rozwód przy dziecku z niedorozwojem? Bo czym jest brak pracy, jeśli porównać go z diagnozą raka? A weź przestań, już dość, nie porównuj. Twoje życie ma być dobre, niezależnie co w nim jeszcze się wydarzy. “Nie zaglądaj do cudzego ogródka”, wczoraj dostałam taką wiadomość, gdy martwiłam się o swoich przyjaciół. Weszłam do niego zaproszona, ale nie umiałam zamknąć furtki po wyjściu i to sprawiło, że na chwilę znów zapomniałam, że w moim życiu jest już całkiem dobrze. Chwilę do tego spokoju szłam, ale, cholera, warto było!

 

Zapraszam Cię do siebie:
 na fanpage Mamaszka.pl
– na Instagrama Mamaszka.pl

Share:

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *