in MAMA, MOTYWACJA

Lubię, kiedy mnie krytykujesz*

at
lubie-kiedy-mnie-krytykujesz

Wczoraj usłyszałam, że nie umiem przyjmować krytyki. Uśmiechnęłam się na to pod nosem, bo dzisiaj już wiem, że długo nie umiałam. Zdarza mi się wciąż oceniać pochopnie, bywa nawet, że i z góry. Tak mam i wciąż od nowa próbuję z tym wygrać, choć na razie z mizernym skutkiem. Krytykę natomiast przyjmuję dziś chętnie – ale tylko od osób, którym na mnie zależy.

Zmieniło się we mnie przede wszystkim to, że każdą dyskusję, która do niczego nie prowadzi, wolę zamknąć nim padną słowa, których nikt nie chce usłyszeć – kiedyś zaś ciągnęłam, chcąc dopiąć swego za wszelką cenę. Ciągle mam szereg wad, ale o tę jedną jest ich we mnie mniej. I bardzo czuję się z tym lekko. Dziś toleruję czyjeś zdanie, szanuję jego prawo do posiadania go i nie próbuję nic zmieniać, ale jednocześnie daję sobie przyzwolenie, żeby mieć je w dupie. Polityka ze mnie nie będzie, ale moje dziecko przytuli się do szczęśliwej mamy, to pewne. No i blogerem może będę coraz lepszym, jeśli ludzkie słowa poruszają we mnie szare komórki zamiast kłuć w serce.

A teraz serio. Pierwszy raz od bardzo dawna mam odwagę i siłę, by śmiać się w głos z żartów, które mnie śmieszą, jeśli nawet inni mówią, że są głupie. Przede wszystkim jednak mówię, co czuję i nie daję sobie wmówić, że to bez znaczenia. Dla mnie to ma największe znaczenie – chcę być taką wersją siebie, która w lustrze do siebie się uśmiechnie, bo wie to, czego nie wiedzą ludzie oceniający mnie przez pryzmat własnego ja – a przecież ono do mnie zwyczajnie nie pasuje.

Tyle razy dostałam w życiu po japie, że dzisiaj coraz częściej zdarza mi się ją zamykać bez komentarza. Każde zdanie potrafi wyryć się w człowieku na lata i mimo starań, nie znika z jego głowy, pamięci i serca. Zdaję sobie sprawę z mocy słów i te najmocniejsze, które mogą wnieść coś naprawdę, kieruję do osób, które lubię, kocham, szanuję. A przede wszystkim do tych, których moje zdanie w ogóle obchodzi.

Konstruktywną krytyką nie wycieraj sobie gęby

Kimkolwiek jesteś. Cokolwiek robisz i na czymkolwiek naprawdę się znasz. Cokolwiek łączy Cię z osobą, której z troski mówisz, co o niej myślisz. Nawet jeśli dobre masz intencje i czyste są, co do zasady, Twoje zamiary. Daruj sobie, jeśli nikt nie pyta Cię o zdanie i pomagaj tam, gdzie Twoja pomoc jest potrzebna naprawdę.

Jeśli zatem ktoś zwierzy Ci się z radością, że właśnie dostał nową pracę, nie wkręcaj mu, że stać go na więcej i powinien był odrzucić taką propozycję. Jeśli ktoś mówi, że właśnie się zaręczył i planuje ślub, nie krytykuj, że to tylko cywilny. Nawet jeśli naprawdę masz dobre intencje, zachowaj je na czas, kiedy ktoś Cię o to zapyta. Dzisiaj razem z nim się ciesz, bo on jest szczęśliwy i tego możesz się od niego nauczyć. Gdyby ktoś przyszedł do Ciebie po radę na temat swojej magisterki, bo znasz się na tym fachu doskonale, to średnio istotne będzie powiedzenie mu “śmierdzi ci z gęby” – to mówiła w swoim story blogerka, którą bardzo szanuję i jak zwykle tu także się z nią zgadzam. Dlaczego odwracamy głowę od widoku biedy, przemocy czy niesprawiedliwości, a potrafimy tak mocno przypierdolić się do ludzkiego szczęścia? Zamiast dawać zżerać się małości od środka, zmieniaj swoje życie na lepsze. Stań się tym, komu dzisiaj tak cholernie zazdrościsz, że wbrew wszelkiej logice robisz wszystko, by niszczyć jego życie, choć przecież na jakość swojego masz wpływ.

Ludzie się zmieniają. Niektórzy rozczarowują, gdy okazuje się, że gdy tylko się odwrócisz, wbijają Ci nóż w plecy – czy to bezpośrednio uderzając w Ciebie, czy też w ludzi, którym właśnie próbujesz zaufać. Podważają Twoją pewność siebie i słuszność Twoich wyborów. Ściągają Cię w strefę swojego dziwnego komfortu, który polega na tym, by zawsze wbijać szpilę w to, co po prostu jest dobre. A ja cholernie lubię dobre! Otaczam się dobrym, przyjmuję dobre, rozgaszczam się w dobrym i w tym całym dobrym spokoju nie chcę, by przewijał się człowiek, któremu to przeszkadza. Idź być szują gdzie indziej.

Kiedyś myślałam, że jak zacznę eliminować ze swojego życia ludzi, którzy są trucizną, w którymś momencie zostanę sama. Dałam sobie wmówić, że skoro tyle osób chcę od siebie odrzucić, na pewno to ze mną tak naprawdę jest problem. Faktem jest, że we mnie było wiele do zmiany. Ale gdy zrobiłam sobie wokół siebie miejsce na dobrych ludzi, oni przyszli, a ja zostałam wśród nich. I jestem szczęśliwsza, a szczęścia już nie chcę sobie sama zabierać. Mam do niego prawo.

 

 

Zapraszam Cię do siebie:
 na fanpage Mamaszka.pl
– na Instagrama Mamaszka.pl

 

Share:

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *