in DZIECKO, MAMA

Jestem mamą, umiem czarować

at
macierzynstwo-na-pelnej-petardzie

Za co kocham swoje macierzyństwo? Za brak wygórowanych oczekiwań. Za to, że podróż do sklepu może być ciekawsza niż zdobycie bieguna. Że nie trzeba wiele, bo wystarczy miłość. Że dziecko nie oceni mnie przez pryzmat tego, czy mieszkam kątem u rodziców, czy w końcu stać mnie na czynsz i wynajęcie mieszkania. Że nie jest ważne gdzie, a ważne, że razem. Liczy się tylko tu i teraz. Banalne? Być może. Ale jeśli kiedykolwiek myślałam, że życie już trochę przykąsałam, że się w nie wgryzłam, to macierzyństwo przekonało mnie, że do tej pory to ja żułam jakąś nędzną papkę bez smaku. 

Jadę właśnie do Krakowa. Zawzięcie szukam naszego miejsca, w którym rozbijemy nasz obóz na dłużej. Wiem, że ktoś może myśleć, że ciągle strzelam na oślep, tymczasem z porażek wyniosłam potężną lekcję o tym, jaką jestem mamą i z jakiego bagna potrafię się podnieść. Czasem tak jest, że trzeba zaliczyć dno, żeby mieć stabilne podłoże do skoku. I nikt nie obiecuje, że od razu wyrosną skrzydła. Z dołka wychodzi się z trudem, ale nie jest dobrze rozgościć się w nim na za długo. Za to jedno dziecko ma prawo mieć pretensje – że jego matka poddała się w walce o życie. Głupi frazes nabiera sensu, gdy czuję spokój, a moje dziecko uśmiecha się na widok mojego szczęścia.

Jeśli mam wybierać między zadowoleniem otoczenia, a zadowoleniem siebie i swojego syna, jestem już gotowa wybrać to drugie. Długo zeszło mi uwierzyć w to, że umiem w bycie mamą. Że nie muszę zawsze kierować się radami tych, którzy chcą dla nas dobrze, ale swój czas na wychowanie dzieci już mieli. Nawet jeśli poszło im więcej niż dobrze, to teraz moja kolej. Zatem chwytam pałeczkę i biegnę w dożywotniej sztafecie, gdzie nagrodą jest prawdziwe szczęście wypisane na tej małej buzi.

Ja kiedyś jutro byłem strażakiem i gasiłem pożar

Znam tupot stópek Henia lepiej niż kto inny. Bez trudu rozpoznam jego płacz dobiegający z placu zabaw pełnego dzieci. Mam radar na jego smutki i wiem, kiedy łzy są skutkiem prawdziwego strachu, a kiedy umiejętności aktorskich odziedziczonych przecież może w genach. To mój buziak ukoi niewidoczną ranę po zderzeniu ze ścianą, to moja obecność sprawi, że straszny sen będzie już tylko mglistym spojrzeniem. Jestem mamą, umiem czarować. Tak samo jak Ty.

Kiedyś jutro byłem strażakiem i gasiłem pożar, opowiada mi czasem mój trzyletni synek. A ja razem z nim w takim razie zakładam wyimaginowany strażacki hełm i witam się z dinozaurami biegającymi po naszym ogrodzie. Ja wiem, że one tam są, a dzięki krótkiej pogawędcę z każdym z nich zyskuje w oczach swojego syna +100 do zaufania. To nasz świat i nasza szansa na zbudowanie strefy bezpieczeństwa, w której zawsze możemy się spotkać. Wbrew wszelkim zasadom jeść żółte lody przed obiadem.

Jeśli na czymś mi teraz zależy, to tylko na tym, by dzieciństwo mojego syna było dzieciństwem naprawdę. Może niekoniecznie ma mieć zepsute od słodyczy zęby, może niekoniecznie ma chodzić w pampersie do 6 roku życia. Może też dobrze, by umiał przepraszać i wiedział, dlaczego powinien to zrobić oraz co naprawdę znaczy „wybaczam”. Ale troski na jego barach i tak się w końcu rozgoszczą, więc jedyne, co teraz zakładam mu na ramiona, to plecak z sześcioma plastikowymi dinozaurami, które chce pokazać dzieciom w przedszkolu. Mam nadzieję jak najdłużej widzieć jego niczym niezmącony uśmiech.

 

Zapraszam Cię do siebie:
 na fanpage Mamaszka.pl
– na Instagrama Mamaszka.pl

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *