in DZIECKO, LIFESTYLE

Ja pokazuję mu życie, on uczy mnie, jak żyć

at
ja-pokazuje-mu-zycie

Mój synek kończy w tym roku 3 lata. Dacie wiarę? Już ponad 30 miesięcy układam swoje życie jako matka! Wzruszam się, cieszę z jego małych sukcesów, jak gdyby włożenie tych miniaturowych spodni na jego mininóżki było co najmniej zdobyciem Mount Everest w trudnych warunkach pogodowych, a czasem wkurzam jak furiat, choć w gruncie rzeczy co złego być może w parówkach z keczupem zalanych sokiem pomarańczowym, jeśli sprawiają tyle radości z metra ciętemu odkrywcy? Ja pokazuję mu życie, on uczy mnie jak żyć, by żyć naprawdę. I tak sobie idziemy przez życie…

Nie miałam wyobrażeń. Nie chciałam niczego zakładać, nie chciałam snuć planów i wizji przyszłości okrucha rozwijającego się w moim brzuchu. Mówiłam do niego raczej myślami i puszczałam Domowe Melodie, Mozarta i O.S.T.R., żeby sam wyrobił sobie zdanie na temat muzyki, nim przyjdzie mu się zderzyć ze smutną rzeczywistością płynącą do uszu wprost z anteny radia wawa. To zderzenie za każdym razem boli tak samo mocno i jeśli mogę pokładać w moim dziecku egoistyczne nadzieje – proszę, by odczuwało jego odbiór tak samo. Za co z góry pięknie dziękuję.

Patrzę na niego, jak coraz lepiej radzi sobie z codziennością. Jak lubi wylegiwać się z rana w łóżku, co sprzedałam mu w genach. Jak kierowniczym tonem zapowiada „Babcio, zjem czekoladę, tak?”, choć pytajnik na końcu jest jakby nieobecny. On JUŻ WIE, że czasami czegoś naprawdę chce. I sięga po to, choć nie zawsze mu wolno. Sprawdza swoje możliwości i moje granice. A ja jestem cholernie dumna i ukradkiem wycieram łezkę wzruszenia, gdy Henio sam przypomina o wieczornym myciu zębów. Śmieszne? A ja wiem, że mimo wszystkich porażek, wykonaliśmy razem kawał dobrej roboty. 

Nie ma sekundy, bym nie myślała o swoim dziecku i o tym, co właściwie mogę mu zaoferować. Każdą decyzję podejmuję teraz tak, by w razie jakichkolwiek pytań ze strony mojego syna, nie musieć się tłumaczyć – by „nie gubić się w zeznaniach”, powiedział Konrad Kruczkowski. Zadając sobie milion pytań i szukając odpowiedzi na przynajmniej połowę, rok temu postanowiłam odejść od jego taty i dzisiaj wiem, że zrobiłam dobrze. Przyjaciółka czasem lubi żartować, że w ramach nauk przedmałżeńskich powinni prowadzić symulację rozwodu. Bo ileż to się można o człowieku dowiedzieć…

Akceptuję zmiany. Zamiast z nim walczyć, niedoczasowi podaję rękę w imię rodzącej się między nami przyjaźni

Przekonałam się, że jestem silniejsza niż mogłoby mi się wydawać. Ale to nie tak, że urodziłam się w pancerzu, którego nic nie ruszy. Umiem zakasać rękawy i zasuwać do paskudnej roboty, bo wiem, że muszę. Ale. Ciągle wzruszam się milion razy na minutę, zachwycam wiosennym powietrzem wkradającym się przez uchylone okno rankiem. Żyję. I pewnie, że czasami chciałabym, jak każdy, by to wystarczyło.

Bo wiem, że mogę znieść dużo i w zasadzie to zawsze dam sobie radę. Życie kopnie mnie w kichy i przemieli na papkę, wiadomo. Czasem przyjmę porażkę na klatę, czasem będę się burzyć i ryć nosem pod prąd, byle tylko pokazać, że mogę. Czasem po prostu będę potrzebować więcej czasu na akceptację. Ale i ona w końcu się pojawia.

Więc po co się spieszyć? Daję sobie czas. Na spacery z dzieckiem mimo sterty czekającego prania i wszechobecnego bałaganu. Na piwo ze znajomymi, mimo goniących obowiązków. Na rozmowy, na śmiech i na płacz. Na życie.

Henio pokazuje mi, jak żyć. Wywraca się na prostej drodze i nie jest wcale tym zdziwiony, choć milion innych osób przeszło tamtędy bez trudu. Wierzy, że buziak w czoło zabliźnia wszystkie rany, a ramiona mamy uchronią przed najgroźniejszymi potworami z sennych koszmarów. Chciałabym więc pokazać mu świat uczciwie – bez ściemy, że wszystko będzie łatwe, ale z przekonaniem, że nie ma rzeczy, która pokonałaby jego szczere serduszko.

W tych niespełna stu centymetrach mieszka Wielki Chłop.

 

Share:

3 komentarze

  1. CPPA

    Typowy przedstawiciel plemienia samochodziarzy (statystycznie za kilkanaście tysięcy, kilkunastoletnich). Tj. obudził się w panu solidaryzm społeczny, jak mu kradną korek za 10 zł. Mogą gwałcić, demolować mienie społeczne to nieważne, bo moja furmanka skraja. Ale korek to co innego. Mamy mu pilnować, dyżurować, a może i narażać zdrowie i życie. Tylko gdzie jest ten solidaryzm społeczny, jak samochodziarze rozjeżdżają trawniki, parkują na drogach przeciwpożarowych, zostawiają wycieki oleju? Tu litość nie ma, bo pan/pani muszą, bo nie zhańbią się nawet kilkudziesięciometrowym spacerem, bo muszą mieć samochód, choć w cywilizowanym świecie, to odpad.

    27 . Kwi . 2018
  2. Genericcialis

    dziękuję za miłe słowa!:)

    28 . Kwi . 2018
  3. sexhikayeleri

    Thanks a lot for the post.Really thank you! Much obliged.

    29 . Kwi . 2018

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *