in MAMA, ZWIĄZKI

Tyle ego, że brak miejsca na człowieka

at
tyle-ego-ze-brak-miejsca-czlowieka

Ostatnio wokół mnie jakoś coraz więcej rozstań i rozpadających się właśnie związków. I choć daleko mi do stwierdzania, że człowiek stworzony jest do samotności, to większości tych ludzi właśnie tego życzyłam. Tego, by gdzieś w tych związkach zobaczyli siebie, zadali sobie pytanie „Co za 5, 10 lat?” i pozwolili sobie na wolność. Nieważne, czy w związku, czy też osobno – chodzi przede wszystkim o szczęście. I choć dzisiaj prawie wszystkim im ściskam dłonie w gratulacjach i poklepuję po ramieniu na przyszłość, to ciągle muszę też im współczuć i powtarzać, że to minie. To chamstwo minie. To prostactwo minie. Ta masakra kiedyś się skończy, a Twojemu byłemu kiedyś może nawet z powrotem urosną jaja – na szczęście, to już nie Twój problem. 

Wcale nie jestem wrogiem mężczyzn. Uwielbiam ich, otaczam się nimi i zawsze byli dla mnie lepszymi kumplami niż kobiety. Problemy wydawały się prostsze, gdy ich za bardzo nie analizować, a przyszłość rysowała się lepiej, gdy tak nie rozdrapywać ran. Tacy byli, większość ciągle taka jest i za to ich cenię. Wiem, że w kobietach pod owczą skórą również może kryć się wilk, który jak ugryzie, to zostaniesz bez ręki. Jeśli bardzo chcesz wiedzieć, kogo dziś krytykuję, to powiem w dwóch słowach, że skończonego dupka. I płeć nie odgrywa tu żadnej roli.

Niech pierwszy rzuci kamień…

Stało się. Po wielu kłopotach, pewnie niezliczonych próbach ratowania tego, co po waszym związku jeszcze można było złożyć w całość – rozstaliście się. Odeszła. Odszedł. Do innej, do innego, a może przede wszystkim do siebie. Najprawdopodobniej właśnie tam, a przynajmniej na poszukiwania tego, co w międzyczasie skutecznie udało się zatracić, o czym udało się zapomnieć, co prawie przestało istnieć.

Naprawdę uważasz, że wszystko zrobiłeś dobrze? Naprawdę jesteś przekonana, że wielu rzeczy nie mogłaś w sobie zmienić? Mogłaś. Sęk w tym, że nie chciałaś. Sęk w tym, że to nie byłbyś już Ty, na jakiego istnienie jesteś w stanie się zgodzić. Od pewnego czasu któreś z was dusiło się w tym czymś, co coraz trudniej nazwać było związkiem. I każde z was mogło to zmienić. Może nawet próbowaliście. Najprawdopodobniej próbowało przynajmniej jedno z was. A czy w takiej sytuacji masz prawo się dziwić, że nagle zostałeś sam..?

Nawet kupa wymaga wysiłku, bo inaczej nazwiemy ją sraczką – a tego jakoś specjalnie nikt nie lubi. Zrozum zatem, że jeśli chciałeś, by związek rozwijał się i kwitł bez podlewania go specjalnymi środkami o wiele mówiących nazwach: Szacunek, Zaufanie i Miłość… usychał na Twoich oczach i zwyczajnie mu na to pozwalałeś. Przegapiłeś swoją szansę, a przez palce przeciekło Ci coś więcej niż piasek.

Ale to nie post o rozstaniach. To post o tym, co nadchodzi później

I bardzo życzyłabym sobie i wszystkim, by później od razu było lepiej. Co do zasady, w całym tym odchodzeniu od partnerów, z którymi związek był pasmem rozczarowań i niepowodzeń, najtrudniejsze jest samo podjęcie takiej decyzji. Ale o tym kilka słów innym razem, bo dzisiaj o tym, co nadchodzi później i dlaczego powinno być kompletnie inaczej.

Ego większe od rozumku

Rozstałam się z mężem. I czasem zdarzy mi się teraz na niego wkurzyć, jednak nie bardziej niż gdy byliśmy razem. W takich chwilach bardzo kontroluję się, by nie chlapnąć kilka słów za dużo, bo doskonale wiem, że gdzieś tam jestem na cenzurowanym. Niewiele osób wie, co tak naprawdę się stało. Nie kieruję ich teraz na żadne tory, nie opowiadam anegdot, które mogłyby coś sugerować. Podjęłam decyzję i temat jest zamknięty – życie toczy się dalej. To sprawa pomiędzy mną a nim, a postronnym musi wystarczyć fakt, że klamka zapadła. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.

Nie masz jaj, gdy obrażasz kobietę, która od Ciebie odeszła. Cokolwiek nie zrobiła, a zwłaszcza jeśli tak naprawdę nie zrobiła wiele więcej niż pożegnanie i wyjście z domu, żadna „suka” czy „szmata” nie sprawi, że Ty będziesz bardziej męski. Pamiętaj, że kiedyś wybrałeś ją i nawet twierdziłeś, że ją kochasz – jeśli więc nie kierujesz się przyzwoitością, pomyśl, że kopiesz właśnie swój własny dołek.

Nie masz jaj, kiedy wypisujesz do jej przyjaciół, by winą za rozstanie obarczyć ją. Ci najlepsi są całkiem nieźle poinformowani, co się właściwie z Wami stało – mieli wszak okazję przyglądać się temu na co dzień. Natomiast ci dalsi… po prostu mają to w dupie. Dramy półobcych ludzi to nie ich sprawa, ale zawsze jeszcze można pośmiać się z kolesia, którego teksty mogłyby posłużyć za scenariusz jakiejś nowej brazyliady. I tutaj mowa o Tobie.

Brak Ci jaj, jeśli zamierzasz ją nachodzić, kutwić pod jej oknem, sprawdzać, z kim się teraz spotyka, wypytywać o nią znajomych. Odeszła. Swoją szansę straciłeś na dbanie o własną wygodę i jedyne, co pozwoli zachować Ci godność, to pozwolić jej odejść. Jestem ostatnią osobą, która będzie twierdzić, że więcej się nie zejdziecie, ale na pewno nie dzięki temu, że nie dasz jej odpocząć od człowieka, którego porzuciła, bo nie potrafiła dłużej żyć u jego boku.

Nie masz jaj, gdy rozpowiadasz na jej temat plotki lub bezmyślnie powtarzasz te zasłyszane – zwłaszcza, jeśli macie wspólne dziecko. Obrażasz nie tylko ją, ale także krzywdzisz swojego potomka, który – wierz mi – kiedyś odpłaci Ci za każde paskudztwo, które mu wyrządziłeś. Chcesz przyglądać się, jak Twój synek wyzywa swoją kobietę w dorosłym życiu lub jak Twoja córeczka daje pomiatać sobą jakiemuś patałachowi? Jeśli nie, zastanów się po prostu, co właściwie robisz.

Nie przeczę, że rozstanie to potwarz. Że usłyszeć „Odchodzę, bo nie byłam szczęśliwa”, to trochę bardziej prawy sierpowy niż pstryczek w nos. Chcąc nie chcąc, Twojemu upadkowi na matę przygląda się cała widownia w postaci znajomych i rodziny. Ego ucierpiało, ale rozum powinien pracować dalej. Dobrze byłoby nawet, gdyby przyspieszył obroty, bo takie rozstania nigdy nie są winą jednej strony i przyczynę na pewno znajdziesz także w sobie. A zatem obudź się i żyj. Obydwoje możecie być tacy szczęśliwi, że głowa mała!

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *