in DZIECKO, MAMA

Nie musisz bez przerwy przepraszać, synku

at
musisz-bez-przerwy-przepraszac-synku

Wyobraź sobie, że na przerwie w pracy koleżanka chce wziąć od Ciebie telefon. Nie zgadzasz się, bo jest Twoją własnością, a ona ma przecież swój. Koleżanka strzela focha, ale wchodzi na to wasz kumpel i zarządza, że powinnyście się obie przeprosić. Ona Ciebie, że strzeliła focha, a Ty ją, że nie chciałaś się podzielić swoim telefonem. Absurdalne, prawda? 

Tymczasem w pewnym przedszkolu dzieci mogą przynosić swoje zabawki każdego dnia. I Staś miał pluszowego misia. Tymczasem Jaś chciał się nim pobawić, na co Staś się jednak nie zgodził. Jaś zatem uderzył Stasia. Staś nie oddał, ale nie pozwolił też zabrać sobie ulubionej zabawki, z którą miał pełne prawo przyjść do przedszkola. Panie przedszkolanki uwagę skierowały szczególnie w stronę Stasia, który nie przeprosił się z kolegą po całym tym zajściu.

Wracając do koleżanki… Dziwiłabym się, że chciała ten mój telefon. Nie przeszkadzałoby mi to natomiast w utrzymywaniu z nią dalszych relacji. Nadal jadałybyśmy razem lunch, przy czym jasne byłoby, kto ma prawo używać mojego telefonu – ja, o ile nie postanowię inaczej. Ale zwyczajnie nie miałabym powodu, żeby ją przepraszać. To mój telefon i do mnie należy decyzja, komu pozwolę go używać. Tymczasem w przedszkolu panie twierdziły, że Staś powinien przeprosić Jasia, by dalej panowała atmosfera braterstwa. Frajerstwa raczej, drogie panie.

O tym, jak przestałam przepraszać, że żyję

Od dziecka byłam kozakiem. Pyskowałam, komentowałam, udało mi się nawet wylecieć z lekcji i skwitować to krótkim „Z przyjemnością!”, które nie przystoi zapewne 13-latce. Byłam dzieckiem skomplikowanym, ale kto mnie zna, ten doskonale wie, że kozactwo na tamtym etapie było tylko przykrywką dla tego, jak bardzo nie radzę sobie w relacjach interpersonalnych. Umiałam stanąć w obronie kolegi, nic mnie tak nie wkurzało, jak ustawka silniejszych na jakieś śmieszne chucherko, ale o siebie walczyć..? To mnie przerastało.

Wiecznie przepraszałam, że żyję. Nie lubiłam, nie umiałam pogodzić się z faktem, że ktoś mnie nie lubi, ktoś się na mnie gniewa. Wolałam wyciągnąć rękę i bezzasadnie przeprosić, dojść do porozumienia z człowiekiem, który wcale nie miał wobec mnie dobrych intencji, byle tylko dalej być społecznie akceptowalna. I to trwało, bagatelka, 21 lat. DWADZIEŚCIA JEDEN. LAT!

Mam starszą siostrę, która jako siostra na całej linii dała ciała. Stosowała wobec mnie przemoc fizyczną i przede wszystkim słowną. Doskonale opanowała technikę poniżania mnie i gnębienia, wyczuła wszystkie moje słabe punkty i doprowadzała skutecznie do łez. Co jednak ważne, nigdy nie robiła tego przy świadkach, więc ostatecznie słowo było przeciwko słowu. Słowo dzieciaka przeciwko słowu dorosłej, bo dzieli nas niemała różnica wieku.

Słuchałam, że coś wymyślam. Później, gdy zaczęto mi wierzyć, że to normalne w rodzeństwie (co od początku wydawało mi się nielogiczne, bo mam go sporo i więcej takich przypadków nie znajduję na potwierdzenie tej tezy). Później, że też mam niemało za uszami – wtedy przestałam na długo się skarżyć, bo nawet gdybym faktycznie miała, to starsza siostra nie powinna reagować w ten sposób. Ostatecznie, miałam „być mądrzejsza” i „schodzić jej z drogi”. We własnym domu, co przecież jest irracjonalne.

I pewnie tak trwałoby to do dzisiaj. Zresztą, przy każdej możliwej okazji siostra daje upust swojej paskudnej naturze, o czym nie mówię głośno, dopóki temat sam nie pojawi się na tapecie i ktoś nie zarzuci mi znowu, że to także moja wina. Co takiego musiało się stać, że dzisiaj jej słowa nie dotykają mnie, nie obchodzą, a wszystkie te „wymiany zdań” kwituję tylko zdaniem „Będę z tobą rozmawiać, jak zaczniesz zachowywać się jak człowiek” lub zbywam milczeniem?

Punkt zwrotny: Nie karm się jadem

Pamiętam ten dzień doskonale. Henio miał dwa miesiące, a ja byłam 4 dni przed przeprowadzką do Warszawy. Musiałam jeszcze załatwić kilka spraw w urzędzie, więc poprosiłam tatę, by został z maluchem. Siostra, która przecież potrafi być taka miła, zaoferowała mi podwózkę. Ujechałam z nią kilka kilometrów i całą drogę musiałam słuchać, że mam sobie nie wyobrażać, że ja sobie będę gdzieś łazić, a „inni będą zajmować się moim bachorem”.

STOP. W głowie wyskoczyła mi wielka czerwona lampka. Z najwyższym spokojem, na najbliższym czerwonym świetle, po prostu bez słowa wysiadłam z auta i dalszą podróż odbyłam piechotą. Dosyć.

Nikt nie będzie mnie obrażał, nikt nie będzie decydował, jak mam żyć, nikt nie będzie traktował mnie jak 13-latki, a przede wszystkim nikt, absolutnie nikt nie ma prawa obrażać mojego dziecka. Temu, kto ma taką potrzebę – współczuję, po prostu, zwłaszcza jeśli jest moją siostrą i mimo całej mojej niechęci do jej chorej postawy, łączy mnie z nią więź. Nie słucham tego rodzaju komentarzy, puszczam je gdzieś mimo uszu, bo nie chcę karmić się jadem innych ludzi.

Przepraszać? Lubię to!

Nie zawsze mi to wychodzi, ale generalnie lubię przełamywać swoją głupotę i przyznawać się do popełnionych błędów. Ta umiejętność, która przychodzi tak ciężko, świadczy o dojrzałości jak nic innego na świecie. Przepraszam jednak za to, co sprawiło komuś ból, zawód, przykrość, co wprawiło kogoś w smutek. Za zbędne komentarze, za głupie uwagi, za docinki, za złośliwości i nieuzasadnioną krytykę, za podniesiony głos, nerwowe reakcje oraz niedotrzymanie obietnicy. Tak, za to chcę przepraszać, choć wolałabym nie musieć.

Nigdy jednak nie będę już przepraszać za ludzkie niespełnione oczekiwania. Za czyjeś frustracje i rozgoryczenia, które zmniejszyć lub usunąć mogą tylko oni. Nie chcę rzucać „przepraszam” jak śmieciem, który nic nie znaczy. To słowo ma moc i tego chciałabym nauczyć mojego syna.

Wpisy o podobnej tematyce:
Co robić, jeśli przedszkole mojego dziecka mi nie pasuje?
Bunt dwulatka – jak sobie z nim (nie) radzić?
Jest jedna rzecz, której absolutnie nie mogą robić dziadkowie

1 Comment

  1. rodzinka 2+3

    wiesz czytam to i widzę siebie z dawnych lat… mam też siostre która jest tylko o dwa lata starsza ode mnie ale miałam podobnie… poniżanie wyzwiska straszenie mnie przez siostre to była codzienność… musiałąm wszystko robić co ona chce a jak nie to się działo… obecnie nie mam z siostrą żadnego kontaktu i mi z tym dobrze… zresztą ona zawsze wolała obcych niz najbliższą rodzinę… też kiedyś przepraszałam za to że żyjęale te czasy minęły i dobrze jest byc silniejszą kobietą niż kiedyś

    16 . Lut . 2018

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *