in DZIECKO, ZDROWIE

Wizyta u dentysty z dzieckiem – wszystko możesz zrobić źle

at
wizyta-u-dentysty-z-dzieckiem-wszystko-mozesz-zrobic-zle

Pamiętasz swoją pierwszą wizytę u dentysty? Jest spora szansa, że tak jak ja, odbyłaś ją w podstawówce u szkolnej dentystki. Zero przygotowania, zero informacji, co się w ogóle dzieje i co robi z Twoimi zębami, wątpliwa higiena na miejscu i ból potęgowany przez strach. Znasz to? U mnie później było jeszcze gorzej. Panicznie boję się bólu zębów, a trafiłam na kobietę, która raczej nie popierała dawania dzieciom znieczulenia. Można się zrazić i ze mną również tak było. Do czasu pierwszej wizyty u denstysty z moim dzieckiem zdążyłam dentystów pokochać, niemniej jednak doskonale zdaję sobie sprawę, jak ważne są te pierwsze z nimi spotkania. Dlatego swojego syna postanowiłam dobrze przygotować do pierwszej wizyty u stomatologa. 

Na wstępie od razu zaznaczę, że to nie jest post medyczny. Za bardzo szanuję lekarzy wszelkiej maści, bym wygłupiała się, wchodząc im w paradę z wątpliwą mą wiedzą z biologii. W Internecie znajdziesz m.in. Tatę Stomatologa czy Matkę Dentystkę, do których śmiało mogę Cię odesłać. Ja sama zrobiłam kardynalny błąd i na pierwszą wizytę u stomatologa z moim dzieckiem zdecydowałam się dopiero teraz, gdy Henio ma już 2 lata i buzię po brzegi wypełnioną zębami. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że wypełniają ją zdrowe ząbki! O czym więc chcę napisać? A o tym, ile błędów możemy popełnić jako rodzice, zabierając dziecko do dentysty. 

Wielu ludzi puka się w głowę, gdy mówię, że traktuję dziecko jak partnera. Równorzędnego, gdy rozmawiamy o sprawach, które go dotyczą bezpośrednio. Dlatego rozmawiam z nim o moim rozwodzie z mężem, mówię mu, że w życiu nie będzie miał wszystkiego, co sobie zamarzy, Święty Mikołaj istniał naprawdę i był biskupem, który dawał piękne prezenty, a wizyta u dentysty to nic strasznego. Bo jak może być straszne coś, co może uchronić nas przed chorobami? Tak, moje dziecko jest istotą myślącą i mającą prawo do powiadomienia go, co się będzie działo w gabinecie stomatologicznym zanim do niego wejdzie.

Moje złe doświadczenia nie muszą być jego strachem

Moje pierwsze wspomnienia związane z dentystą nie są najlepsze. „Dentystka -sadystka”, tak do dzisiaj nazywam tę drugą, do której trafiłam już poza szkołą. Pewnie kiedyś to synowi opowiem, bo i jest co. To będzie taka historia, jak czasem wujostwo wyciąga po dwóch głębszych. Że pieriestrojka i że się przez granicę różne rzeczy w różnych miejscach przewoziło, choć uwierały jak diabli. Ale najpierw po prostu powiem mu, co czeka go za drzwiami gabinetu dentystycznego.

Wytłumaczyłam Heniowi, że pani doktor każe nam usiąść na fotelu, że poprosi, by szeroko otworzył buzię, bo chce zajrzeć mu w ząbki i sprawdzić, czy wszystko jest z nimi dobrze. Poważnie, spokojnie, bez jakichś szczegółów, których mógłby nie zrozumieć i które mogłyby ewentualnie wzbudzić jego strach. Dla Henia była to po prostu kolejna wizyta u lekarza, a lekarzy przecież z zasady nie należy się bać. Bać należy się chorób, a przed nimi uchronić mogą właśnie regularne badania kontrolne. I to dotyczy także zębów! Bagatelizowanie próchnicy to kiepski pomysł, ale tu także odsyłam na blog Taty Stomatologa.

Ważne dla mnie też było to, by pierwsza wizyta była wizytą tylko kontrolną. Nie zwlekałam z nią do momentu, w którym dentysta miałby już co robić w ząbkach mojego syna. Mam nadzieję, że przynajmniej kilka następnych również przebiegnie w ten sposób. Mimo tego, że zabiegi dentystyczne nie są już dzisiaj bolesne, to jednak zawsze wywołują jakiś stres, nawet u dorosłego człowieka. Zależy mi, by Henio najpierw oswoił się ze swoją panią doktor i z jej gabinetem, a dopiero później dowiedział się, czym jest wypełnianie ubytków w zębach.

Jak zachęcić dziecko do mycia zębów i wizyty u stomatologa?

Sposobów pewnie jest mnóstwo, ale według mnie najważniejsze są dwie kwestie: spokojna, wyczerpująca temat rozmowa i dobry przykład rodzica. Henio myje zęby i patrzy, jak ja myję zęby. Oczywiście, nie wręczam mu szczoteczki do zębów i nie liczę na cud. Dwuletni chłopczyk nie do końca jest w stanie ogarnąć cały proces dokładnego szczotkowania. Pozwalam mu jednak na trochę swobody: by go nie zniechęcić do całego zadania, chwilę myje zęby sam, a następnie dokładniej robię to ja. Nie zawsze jednak mył ząbki tak chętnie jak teraz. I tu przychodzę z trzecim, sprawdzonym przeze mnie sposobem zachęcenia dziecka do mycia ząbków – z książką.

„Tupcio Chrupcio” to bohater znany wielu dzieciom. My z Heniem trafiliśmy na niego zupełnie przez przypadek, w poszukiwaniu książki o zrzucaniu pieluszki. „Dbam o zęby” to część w prosty sposób opowiadająca o tym, co się dzieje, gdy nie dbasz o ząbki. Przewija się też motyw wizyty u dentysty, która wcale nie jest taka straszna, jak mogłoby się wydawać! Wszystko to pięknie wydane, wzbogacone o śliczne ilustracje i napisane prostym, dziecięcym językiem.

Czy książka coś daje? Na przykładzie Henia mogę powiedzieć, że tak. Na swoim Instagramie wspominałam, że zdarzyło mi się zapomnieć o wieczornym myciu zębów Henia. Kiedy zaczęliśmy czytać książkę, w której Tupcio mył ząbki przed spaniem (poświęcone było temu zaledwie pół zdania!), Henio zerwał się na równe nogi i sam pobiegł do łazienki. Dla mnie bomba!

Leczenie zębów to nie są jakieś hiper przyjemne rzeczy, jeśli nagle okazuje się, że przez własne zaniedbanie masz do naprawy połowę zębów. To nie tylko nerwy i stres, ale także spory wydatek. A po co, jeśli tego można uniknąć, dbając o zęby na co dzień i kontrolując ich stan na bieżąco? 🙂

 

1 Comment

  1. Jagoda

    Nie mam dzieci, ale chętnie czytam twoje posty. Inspirują mnie! 🙂 Pozdrawiam

    18 . Sty . 2018

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *