in LIFESTYLE

Dziecko ograniczyło moje życie

at
dziecko-ograniczylo-moje-zycie

Nim mój syn przyszedł na świat, przez 9 miesięcy ciąży zdążyłam milion razy umrzeć ze strachu. Nie miałam tendencji do planowania swojego macierzyństwa i dalej tego nie robię. Nie wyobrażam sobie, kim Henio będzie, kiedy dorośnie, czy będzie się dobrze uczył, czy raczej łobuzował. Skupiam się na tym, by jak najczęściej na jego buzi był uśmiech. I te myśli towarzyszyły mi także podczas ciąży, a z nich brał się niemały strach. Jak połączę moje dotychczasowe życie z macierzyństwem? Wkrótce miałam stać się matką, a moja młodość miała polec w grobie. Plany i marzenia miały odejść na dalszy plan, by wkrótce pokryć się kurzem. Jak w takich warunkach nie stać się matką frustratką, która całą żółć przelewa na dziecko? Po dwóch latach macierzyństwa stwierdzam odważnie: dziecko ograniczyło moje życie. Bardziej niż się spodziewałam. 

Niektórzy rysują dla nas bardzo dziwny obraz macierzyństwa. Wiele kobiet z tego powodu łączy je tylko z zasypaniem w niekończącym się praniu i smrodem pełnego pampersa przez całą dobę. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam, bo każdy ma inne predyspozycje i w mniejszym lub większym stopniu potrafi zorganizować swoje życie z dzieckiem. Kiedy Henio był mały, moje mieszkanie w Warszawie lśniło. Miałam mnóstwo czasu, bo mój syn był dzieckiem spokojnym i niewymagającym. Dziwiłam się kobietom, których dzieci były nieodkładalne, a do dzisiaj twierdzę, że przy dobrej organizacji każda mama może wypić jeszcze ciepłą kawę. Dzisiaj biorę poprawkę na wiele rzeczy i dziękuję niebiosom, że na pierwsze dziecko zesłały mi ten właśnie egzemplarz, możliwie prosty w obsłudze, choć przecież tak samo bez załączonej ulotki.

Jednak dwie kreski na teście pojawiły się w, obiektywnie rzecz biorąc, niezbyt odpowiednim momencie. W tym czasie moje koleżanki szły na studia. I ja przecież miałam taki plan. Nie trafiło na człowieka, któremu wystarcza matura. Skąd więc pomysł wywrócenia ustalonej prawidłowości do góry nogami, zaczęcia dorosłego życia od przyjętego w schemacie końca? Miłość do drugiego człowieka i sugestie ze strony ginekologa podpowiedziały mi, że nie ma na co czekać. Na dziecko zawsze jest czas – dobry i zły jednocześnie. Decyzja zapadła, a brzuch zaczął rosnąć. Choć każdego dnia się nim cieszyłam, to z głębi duszy przebijał się okropny strach, że już nigdy więcej nie będę mogła tak po prostu decydować o sobie. I nie myliłam się.

Dziecko mnie ogranicza

Mam swoje plany na przyszłość. Oczywistym dla mnie był powrót na studia i fakt, że mam dziecko, tylko pomógł mi w podjęciu tej decyzji. Nie chcę całe życie być tylko matką, bo dziecko do pewnego momentu potrzebuje mojej opieki, a później idzie swoją drogą i rączkę mamusi chciałoby puścić. Nie chcę dopuścić do sytuacji, w której rączka mojego dziecka to jedyne, co mam. Że brakuje mi pasji, że brakuje mi wykształcenia, że brakuje mi doświadczenia zawodowego i jedyne, co mogę zrobić, to być kulą u nogi dla mojego dorosłego już wtedy syna. O nie, to nie jest dla mnie.

Kształcę się, bo tego chcę. Mam parcie na bycie dobrą, jeśli nie najlepszą w tym, co robię. Wiem, że idzie mi całkiem nieźle. Na szkolenie się w tym zakresie poświęcam naprawdę dużo czasu i energii. Czy z moich zapasów zostanie coś dla mojego syna? Zadaję sobie te pytania każdego dnia i myślę, że to one są najsilniejszym hamulcem dla młodych, abitnych kobiet, które stają przed dylematem: kariera czy dziecko? Bo to, niestety, nie jest tak, że da się postawić na obie szale i obie będą na tym samym poziomie.

Jeśli jakaś matka mówi Ci, że genialnie łączy macierzyństwo i karierę, najprawdopodobniej ciśnie Ci ściemą między oczy lub jest cyborgiem, którego należałoby się bać. 

Coś musi być zrobione po łebkach, jeśli coś ma być zrobione genialnie albo po prostu dobrze. I tu już nie chodzi o to, że doba uparcie trzyma się w swoich sztywnych ramach, że na zawołanie nie dostajesz godzinki gratis. Jestem już duża. Zdecydowałam się mieć dziecko i ponoszę za nie odpowiedzialność. Co z tego, że odkąd mam syna, a zwłaszcza w okresie, gdy już mieszkam z nim sama, okazało się, że w te 24 godziny da się zrobić znacznie więcej niż myślałam? Ledwie zdążyłam się w tym odnaleźć, a Henio przed Świętami rozchorował się tak, że musiał zostać w domu. Chłopca, który nie choruje, dopadło przeziębienie w namniej odpowiednim momencie. A to psikus, co?

Chciałabym być we wszystkim dobra. Mieć czarodziejską różdżkę, by nią machać i voila!, niech się dzieje! Ale nie mam. Mam za to dni, kiedy Heniek uparcie trzyma się mojej nogi, na mój telefon w ręce reaguje nerwowo, ciągle przynosi do oglądania nową książeczkę, oczekuje noszenia na rękach… i choćbym zaklinała się, że dziecko nie zmieni mojego życia, to fakty pozostaną takie same. Dziecko mnie ograniczyło. A ja się tym ograniczeniem cieszę!

Jestem przede wszystkim matką

Nie wymagam od świata, że pokocha moje dziecko i razem ze mną je wychowa. Nie wbijam się na siłę do pracy, gdzie nie potrafią się pogodzić się z moim macierzyństwem, bo wiem, że nie muszą. Cieszę się, że mam rodzinę, która – choć czasem ma już trochę dość – ciągle jeszcze mi pomaga. Przestałam też oczekiwać od siebie, że w żadnej dziedzinie życia nie dam ciała. Dystans, dystans, bo wszyscy oszalejemy.

Urodziłam drugiego człowieka, który jest w pełni ode mnie zależny. Nie tylko jego teraźniejszość, ale i przyszłość. Jedno i drugie chciałabym uczynić dobrym, wyjątkowym. I choć czasem przytłacza mnie to całe macierzyństwo, w którym dokładnie wszystko można spieprzyć, to staram się zachować zdrowy balans pomiędzy tym, co teraz, a tym, co kiedyś. Nie chcę zaoferować Heniowi lepszej przyszłości niż moje życie, jednocześnie zabierając mu dzieciństwo. Uczę się, ale mam też wieczory, kiedy obowiązki mam w nosie i idę z Heniem na ciastko.

Tak, dziecko ograniczyło moje życie. Ograniczyło moje marnowanie czasu do minimum. Ograniczyło moje marudzenie, za którym nie szło działanie. Ograniczyło moje znajomości z ludźmi, którzy są niezbyt rozumni, by pojąć, że odpowiedzialny rodzic wybierze dziecko, nie wódkę – i to nie dlatego, że musi, ale dlatego, że kocha. Dziecko po prostu sprawiło, że moje życie stało się piękniejsze. Henio jest ze mną dopiero 2 lata. Jak pięknie musi być później!

 

Zapraszam Cię do siebie:
 na fanpage Mamaszka.pl
– na Instagrama Mamaszka.pl

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *