in MAMA, MOTYWACJA, ZWIĄZKI

No cóż, mogło być dużo gorzej

at
coz-moglo-byc-duzo-gorzej

Istnieje legenda o Molly Pitcher, amerykańskiej bohaterce wojny o niepodległość. Miała ona, odpierając atak brytyjczyków, dostać kulą z angielskiego muszkietu między nogi. Ale tak dosłownie – kula bowiem nie tknęła jej, a zniszczyła jej kieckę. Ona zaś miała skwitować to stwierdzeniem „No cóż, mogło być dużo gorzej”. Domyślam się, że tę akurat anegdotkę nieco dopisano do jej bohaterskiej postawy w czasie tej wojny, jednak bardzo ją lubię. Bo ile razy w życiu jest tak, że dostajesz kulą między nogi i w zasadzie jedyną słuszną reakcją jest radość, że ciągle pozostajesz przy życiu? 

Ludzie dziwią mi się, że oto właśnie nie zapadłam się ze smutku pod ziemię. Spędzam Święta Bożego Narodzenia bez swojego syna. W kończącym się roku rozstałam się z mężem i musiałam przeprowadzić się z ukochanej Warszawy do niezbyt lubianego przeze mnie rodzinnego miasta. Zmienić uczelnię, którą pokochałam i zostawić ludzi, z którymi nawiązałam przyjaźnie. O ilu rzeczach nie wiedzą ci, którzy chcą mnie zakopać żywcem już w moim smutku, nie będę nawet zdradzać. Mimo to… jestem. Uśmiecham się. Wczoraj spotkałam się z przyjaciółką, dzisiaj po rodzinnym obiedzie wsiadam w auto i jadę przeżyć nasze już-nie-takie-krakowskie coroczne mikołajki ze znajomymi z liceum i pierwszego roku studiów. No cóż, mogło być dużo gorzej. 

Jaka piękna katastrofa!

Nie dziw się, że kobieta, która podjęła decyzję o rozwodzie, nie łamie się na Twoich oczach jak trzcina. Ona ma to już za sobą. Ja to mam już za sobą. To nie była spontaniczna decyzja, której wcześniej nie opłakałam, nie przemodliłam, nie zaprzeczyłam po stokroć jej potrzebie. Wyprowadzka, choć zewnętrznie bez ładu i w pośpiechu, w środku była okupiona wyjątkowym spokojem i pewnością, że oto podjęłam jedyną właściwą dla tej sprawy decyzję.

Nie lubię słowa „porażka”. Lubię za to zmiany. Zaczynanie od nowa niesie w sobie nadzieję. Pewnie, że ten rok mógł wyglądać inaczej. Pewnie, że nie musiałabym słyszeć wśród wigilijnych życzeń nad łamanym opłatkiem o tym, żeby w końcu się ułożyło. Co więcej, ja dzisiaj czuję, że właśnie się układa. Nie tkwię w toksycznej relacji, która nie tylko związuje mi ręce, ale także sprawia, że sama przestaje doceniać wszystko, co te ręce stworzyły. Katastrofę przekuwam w lekcję, która da owoce na przyszłość.

Mogło być dużo gorzej

Rozwód i samodzielne macierzyństwo to nie jest koniec świata. Jakkolwiek okrutnie to brzmi, jest nas, rozwodników całkiem sporo i dajemy sobie całkiem nieźle radę. Czasem sami, czasem z pomocą rodziny – ja wybieram tę drugą opcję i mam świadomość, że dzięki nim mogę pozwolić sobie na posłanie Henia do dobrego przedszkola, na kino raz w miesiącu i książkę. Śmiejesz się? Zapytaj samotnej matki, czy w każdym miesiącu ją na to stać. A ona i tak się uśmiechnie, bo przez ostatnie 30 dni udało jej się być 19 dni w pracy. A to znaczy, że jej dziecko jest zdrowe. Mogło być dużo gorzej? Mogło.

Nie rozpaczam, ale nie mówię, że nie tęsknię. Tęsknię – nie znaczy, że rozpaczam. Cieszę się, że Henio ma kontakt z tatą, a ja mam czas dla siebie i swoich przyjaciół.  Jestem bardziej niż kiedykolwiek wyczulona na problemy moich przyjaciół, nauczyłam się odzywać, gdy widzę, że coś idzie w wyraźnie złym kierunku. Nie licz na dramatyczne sceny z moim udziałem, to już za mną. Ten rok zmienił mnie na lepsze i o tym jeszcze Ci opowiem.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
–  Dołącz do naszej grupy na Facebooku

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *