in MAMA, ZWIĄZKI

Współczesne kobiety wolą być same

at
wspolczesne-kobiety-wola-byc-same

„Mam coraz częściej nieodparte wrażenie, że pięknym i inteligentnym kobietom najciężej jest znaleźć mężczyznę, który na nie najzwyczajniej zasługuje. Dzisiejsze czasy są pełne gównianych stereotypów, pełne kłamców, manipulantów i dupków. Mało tego, w tym dziwnym świecie te najbardziej wyjątkowe kobiety muszą zmagać się z niezliczoną ilością plotek, złośliwych docinków i nieprawdziwych słów wypuszczanych najczęściej przez facetów, którzy nie mogą ich mieć lub kobiety, które nie mogą z nimi konkurować. Dawniej dziwiło mnie, że wiele naprawdę świetnych dziewczyn nie miało faceta. Teraz absolutnie im się nie dziwię. Wolą być same (nie mylić z samotne) nie dlatego, że nikt ich nie chce. Nie. Wolą być same, bo znają swoją wartość i nie chcą sobie schrzanić życia z byle dupkiem. Wiedzą, że zasługują na więcej…”* 

Niedawno dostałam ten fragment wpisu w wiadomości prywatnej od pewnego kolegi. Co właściwie chciał mi przekazać, nie udało mi się ustalić do dzisiaj, natomiast nie potrafiłam się nim z Tobą nie podzielić. Bo o ile uwielbiam tego autora, to jako kobieta „wybierająca bycie samą (nie mylić z samotną)”, nie potrafię przejść obok niego obojętnie.

Nie wiem, czy mogę nazwać się kobietą z klasą lub świetną dziewczyną. Wiele rzeczy w swoim życiu spaprałam zdecydowanie bez klasy, niejednokrotnie nie zachowując nawet resztek honoru. Starłam się z niejedną plotką na swój temat, ale i sama stworzyłam kilka nieciekawych faktów, które wbrew mojej woli wyciekły do za dużego grona nim zdążyłam temu zapobiec. Zgadzam się, że wśród ludzi obecni są ci, którzy nie wnoszą do świata nic dobrego, a tylko kręcą i ściemniają. Co więcej, jest ich zdecydowanie za dużo! Ale przede wszystkim – takich ludzi znajdziemy zarówno wśród płci pięknej, jak i wśród płci silnej (którakolwiek jest którą, bo prawdę mówiąc – nigdy nie wiem i zdecydować się nie potrafię).

Nie chcę też schrzanić sobie życia z byle dupkiem, to prawda. Wiem, że zasługuję na więcej. Znam (już, w końcu) swoją wartość i stawiam siebie dość wysoko we własnej hierarchii, choćby i inni stawiali mnie znacznie niżej. Wybieram bycie „samą (nie mylić z samotną)”. Ale czy ja to wolę?

We wpisie „Nie będę przekonywać, że jestem ciepłą babką” mówiłam o tym, że romawialiśmy ze znajomymi o największym marzeniu w życiu. I niezależnie od sytuacji materialnej i życiowej, każdy niemal chciał ciepłego domu z rodzinną atmosferą i kochającym człowiekiem u boku. Nie widzę w tym nic dziwnego, bo nie sądzę, żeby człowiek był skonstruowany do życia w samotności. Ja na pewno nie jestem. 

Nie znam kobiety, która chciałaby spędzić życie w samotności. Owszem, niektóre tak mówiły, ale dzisiaj są w dobrych, pewnych i długoletnich związkach. Kiedy zaś wygłaszały tę opinię, najczęściej były tuż po rozstaniu – w gniewie, żalu czy rozpaczy. Wtedy wydawało im się, że zawojują świat, a każdy mężczyzna to zwykły dupek. Emocje brały górę i rozgoryczenie przysłaniało logiczne myślenie.

Dzielić na dwa

A potem same (nie mylić z samotne) kobiety nie potrafiły przestać dzielić wszystkiego na dwa. Zajmowały tylko połowę szafy, połowę lodówki i połowę półki w łazience, jak gdyby ktoś jeszcze pozostał w ich życiu, na kogo miejsce to miało czekać. Wciąż gotowały podwójne porcje obiadów i ciągle dziwiły się, że te zakupy wnoszone na 3. piętro w bloku bez windy są tak cholernie ciężkie.

Filmy obejrzane w pojedynkę przestały je śmieszyć, na komediach romantycznych płakały jakby ciut za dużo i okazało się, że podzielenie się kolejną piosenką, którą męczyły bez przerwy od tygodnia ze znajomymi z fejsbuka to jednak nie to samo. Kiedy szef zjechał w pracy, telefon do koleżanki nie był już tym podniesieniem na duchu. I wszystko było jakby bardziej skomplikowane. Wcale nie tak miało wyglądać to życie.

Ja wam pokażę!

Bo to nie jest tak, że wychodzimy z małżeństw i związków z dumą. Rozchodzimy się z mężczyznami, czując satysfakcję. Często towarzyszy nam pewnego rodzaju ulga, że koszmar jest za nami, ale wcale nie czujemy się dobrze, pewnie i dziarsko. Wolałybyśmy mieć się do kogo przytulić, kiedy życie daje po dupie. Wolałybyśmy, by dawane słowo, przysięga, chciały trwać wiecznie i wiecznie mieć to samo znaczenie. Czujemy, że ponosimy porażkę, bo nie udało nam się zbudować czegoś wielkiego z kimś, kogo wybrałyśmy na tego, z kim spędzimy całe życie. Same go przecież wybrałyśmy…

I nie ma znaczenia, kto schrzanił. Wyznaję zasadę, że nigdy nie jest tak, że winą obarczyć można tylko jedną stronę. Rozstanie, choćby było najlepszą decyzją, zawsze jest pewnego rodzaju porażką, która mocno uderza w nasz honor. Czy byłyśmy obrażane, czy zostałyśmy zdradzone, czy same zdradziłyśmy lub zwyczajnie coś się wypaliło – nie tak miało być. Nie planowałyśmy tego jakiś czas wcześniej, kiedy zapewniałyśmy wszystkich o naszej dozgonnej miłości.

Od tej pory, cokolwiek się stało, kredyt zaufania wobec nowych ludzi przyznajemy na znacznie bardziej skomplikowanych warunkach. Nie dzielimy się sobą na prawo i lewo, a często nawet – wydawać by się mogło – zadzieramy nosa i jesteśmy niedostępne. Walcząc o zachowanie resztek honoru, pozwalamy najwyżej ze sobą chodzić – o, tak jak tutaj pisze Tekstualna.

I to nie chodzi o to, że my oceniamy, czy ktoś jest nas godzien. Nie przeliczamy zawartości portfela, nie robimy bilansu zysków i strat, nie oceniamy po wyglądzie i po tym, jakim samochodem po nas podjechał i czy wysiadł, by otworzyć nam drzwi. My po prostu nie chcemy cierpieć. Chcemy kochać.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
*fragment wpisu „Kobiety z klasą” z bloga oczamimezczyzny.pl