in MAMA

Najwięksi wrogowie każdej matki

at
najwieksi-wrogowie-kazdej-matki

Stając się matką, dostajesz w pakiecie nowe, dotąd nieznane Ci pokłady energii, kreatywności i cierpliwości. I choć co do zasady się zgadzam ze stwierdzeniem, że nic tak nas nie sprawdza, jak właśnie macierzyństwo… to są takie dni, że gdy widzę tego rodzaju bzdury, mam ochotę tylko wręczyć naręcze zabawek mojego dziecka wygłaszającemu te mądrości, poprawić matczyny (i jakże uniwersalny!) kok i czym prędzej ujrzeć drugą stronę drzwi. Sama. Bez dziecka, bez towarzystwa, w ciszy. Mieć te 30 minut cholernego luksusu i zapomnieć o wszystkim, co na co dzień cieszy mnie, sprawia radość, ale i wyczerpuje, zamęcza. Na 30 minut nie być wcale matką, która musi zderzać się z 3 największymi wrogami. I to nie znaczy, że nie kocham swojego dziecka. To znaczy, że ciągle jestem normalna. 

Kilka dni temu spotkałam się z dawno niewidzianą przyjaciółką. Henio próbował sobie różnych pojazdów w galerii handlowej i wcale nie zamierzał iść do tego sklepu, który my sobie upatrzyłyśmy. Zwykłe zakupy z dzieckiem, prawda? 3 przejazdy kolejką później koleżanka westchnęła: „Ale to ćwiczy cierpliwość!”. Przytaknęłam, bo cóż miałam zrobić… ale w głowie malowały mi się znacznie bardziej koszmarne obrazy z moim dzieckiem w roli głównej. Nie widziała, jak Henio rzuca się po ziemi, jak rozrzuca jedzenie w szale, jak wrzeszczy bez powodu.. nie widziała żadnej rzeczy, która rzeczywiście mogłaby przerazić. Zwykły trening cierpliwości na zakupach to pikuś, błahostka, zdarzenie niewarte nawet odnotowania!

Kocham być mamą, nie zrozum mnie źle. Z całego serca cieszę się, że mam Henia. Ale są takie dni, że mam dość. Jestem zmęczona, czuję się źle w tej roli, potrzebuję przerwy. Chcę urlopu od dziecka, resetu, odpoczynku. Dopadają mnie moi najwięksi wrogowie i cała radość z opieki nad synem zamienia się w zniechęcenie, rutynę, nawyk zwykły, który wykonuję mechanicznie. To chyba nie tak powinno być, nie o to chodzi. Prawda?

Są 3 rzeczy, które utrudniają mi macierzyństwo

ZMĘCZENIE. Brak snu, który tak często sobie funduję ze względu na nadmiar obowiązków. Mówi się, że Polak zły, gdy głodny. To popatrz na niewyspanego Polaka… Ja zamieniam się w burkliwą kurę, którą wszystko i wszyscy irytują. Bez żartów, wyprowadzenie mnie z równowagi, gdy jestem zmęczona, to bułka z masłem. A najgorsze jest to, że wybuchy gniewu biorą się z takich rzeczy, które na co dzień totalnie mnie nie ruszają. Z racji tego, że to Henio przebywa ze mną najwięcej, to on jest bezpośrednio narażony na moje fatalne humory.

Dlatego przynajmniej raz w tygodniu kładę się spać niedługo po nim. W weekendy, jeśli nie muszę, nie nastawiam budzika. A niech się dzieje, świat się beze mnie przez tę dodatkową godzinę snu nie skończy! Moje macierzyństwo natomiast może być znacznie milsze, gdy zwalczę swojego wroga numer 1.

BRAK PRYWATNOŚCI. Brak własnej przestrzeni, czasu tylko dla siebie. Teraz odczuwam to potrójnie. Przede wszystkim, Henio na co dzień ma tylko mnie. Jego uwaga nie rozkłada się pomiędzy dwoje rodziców – ciągle tylko „mama” i „mama”. W toalecie, w łóżku… wszędzie! Ponadto… Mieszkam z rodzicami, którzy się o mnie martwią i tym zamartwianiem się utrudniają mi czasem życie. Jestem w pewnym sensie rozliczana z każdej godziny, którą poświęcę na pracę przy komputerze. O swoim siedzeniu po nocach wysłuchuję w zasadzie codziennie. Doceniam ich troskę, cieszę się, że są i jestem im wdzięczna za każdą pomoc. Nie mam już jednak 13 lat i moje życie już nie idzie dokładnie tymi ścieżkami, które oni chcieliby mi wskazać.

Staram się wykradać dla siebie takie malutkie chwile. Nawet te momenty, kiedy szwagier, bawiąc się ze swoim synem w naszym ogrodzie, może przy okazji rzucić okiem na mojego. Piję wtedy ciepłą kawę troszkę wolniej niż zwykle. Korzystam z samotnego wyjazdu do Warszawy w sprawach studenckich i w oczekiwaniu na autobus powrotny, idę ze znajomymi na szybki obiad. Spacer do przedszkola trwa czasem 3 minuty dłużej niż to koniecznie, bo przysiądę sobie na ławce i popatrzę przed siebie. A czasem, bez żadnej okazji, zabiorę Henia w kulki. Za dychę kupię sobie godzinę spokoju, bo warto. 10 głębokich wdechów przed obudzeniem rano Henia, samotne mycie zębów i zapach świeżo parzonej kawy to takie moje małe świątynie codzienności, dzięki którym nie wariuję od razu.

INNI LUDZIE. Perfekcyjni. Idealni. Najmądrzejsi. Bo kiedyś opowiadałam Ci, jak pani w kawiarni powiedziała (niby) do Henia, że ona w jego wieku już chodziła na nóżkach, podczas gdy on ma bardzo dobrą mamę, która pozwala mu ciągle jeździć wózeczkiem. Niedługo później dla własnej wygody wózeczek odłożyłam w kąt i postanowiłam zacząć z Heniem spacerować po mieście. Pewnego dnia starsza kobieta, po której kompletnie bym się tego nie spodziewała, postanowiła wykrzyczeć na mnie całą swoją frustrację nagromadzoną przez lata. „Będzie miał – 20 lat, to – będzie chodził na nogach! – Teraz twoim – obowiązkiem jest go wozić – w wózku, a nie – męczyć dzieciaka!”, gdzie w miejsce kropek należy wpisać niecenzuralne słowa na „K” i „J”.

Dla takich ludzi, tych wszystkowiedzących, nigdy nie będę wystarczająco dobrą mamą. I ja sobie te sytuacje zapamiętuję, dzielę się z wami, ale przetrawiam je dość szybko i idę dalej. Najczęściej. Bo kiedy te durne uwagi trafią się akurat w dzień mojego apogeum zmęczenia, mam ochotę strzelać do ludzi jak do kaczek, a na koniec popełnić popisowe harakiri na środku chodnika. Nie stawałam w konkursie na najlepszą matkę dla Henia, bo nie mam z kim konkurować – nigdy bowiem żadna inna nie miała okazji go wychowywać. Kocham go i stąd wiem, że wychowam go najlepiej, jak to tylko możliwe.

Bycie mamą to ciężki kawałek chleba. Prędko okazuje się bowiem, że wcale nie wstawianie w nocy czy trudności z karmieniem są najtrudniejszym wyzwaniem, przed którym stajemy. I nie w tym rzecz, żeby się skarżyć. Czasem ponarzekać – dobra sprawa, ale… najważniejsze jest to, że z tymi wrogami naprawdę całkiem łatwo jest walczyć. Wystarczy wsparcie bliskich, którzy czasem zaproponują pomoc, żeby matka mogła dojść do siebie i zebrać myśli. Wystarczy, że tata będzie angażował się w wychowywanie dzieci. Serią małych kroków razem dojdziecie do tego miejsca, w którym każde z Was zasypiać i budzić się będzie z uśmiechem, a trening cierpliwości serwowany przez Wasze dziecko będzie dla Was przygodą, a nie wyzwaniem.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
–  Dołącz do naszej grupy na Facebooku
Share:
  • Na tych tzw perfekcyjnych nie zwracam uwagi 🙂 Ale zmęczenie czesto mnie dopada, zwłaszcza teraz jesienią 🙂

  • Zdecydowanie sen to podstawa 🙂 tez tak mam 🙂