in DZIECKO, MAMA

Co robić, jeśli przedszkole mojego dziecka mi nie pasuje?

at
przedszkole-nie-jest-od-wychowywania-dzieci

Kiedy przeprowadziłam się znów do rodzinnego miasta, posłałam Henia do żłobka. Wydawał mi się już sprawdzony, jednak na miejscu okazało się, że są rzeczy, które kategorycznie mi w nim nie odpowiadają. Na większość pewnie przymknęłabym oko, ale jakaś część mojej matczynej intuicji mówiła mi, że to nie jest dobre miejsce dla mojego dziecka. Niedługo później Henio stał się dwuletnim przedszkolakiem. W nowej placówce odnalazł się doskonale, po dwóch tygodniach bez złości i żalu sam wchodził do sali, a popołudniami nie chciał ze mną wcale wracać do domu. Wszyscy jesteśmy zadowoleni. 

Jestem wielką fanką żłobków i przedszkoli. Uważam, że robią więcej dobrego niż złego. Nie sądziłam, że kiedyś będę mieć do jakiegoś tak dużo zastrzeżeń, że postanowię poszukać innego. Miałam bardzo dobre doświadczenia z pierwszym żłobkiem i to bardzo mi pomogło i pomaga dalej przy wybieraniu kolejnej placówki. Ale stało się – chciałam zmienić i zmieniłam. Bo tak postępuje człowiek, któremu coś nie pasuje. Zbędny, uwierający w życiu element z niego usuwa, a nie karmi się jadem.

Przedszkole nie jest od wychowywania naszych dzieci

Może ja jestem jakaś głupia. Może mam za ciasny umysł na to, by zrozumieć, że przedszkole ma zastąpić mamę i tatę. I nie rozumiem, i w dodatku się z tym nie zgadzam. Dla mnie przedszkole to miejsce, w które posyłam moje dziecko, gdy jestem w pracy. Nie oczekuję cudów, a tego, by ktoś w kompetentny sposób zajął się moim dzieckiem. Na etapie dwulatka ważne jest dla mnie, by Henio rano wchodził do sali bez obaw i wychodził z niej popołudniu szczęśliwy. Najedzony, z suchym pampkiem.

W przedszkolu Henia harmonogram po brzegi zapakowany jest zajęciami dodatkowymi. Moja mama lubi się z tego nabijać. Angielski, karate, street dance, taniec współczesny, zajęcia z logopedą… To tylko część tego, co można w nim znaleźć. Zajęcia dwulatków trwają po 15 minut i myślę, że każdy z nas może wyobrazić sobie, jak tak naprawdę wyglądają. Ja jednak cieszę się, że przedszkole mojego syna oferuje tak szeroki wachlarz zajęć, bo wiem, że po 3 latach moje dziecko będzie mogło (ale nie będzie musiało) odnaleźć w którejś z tych rzeczy swoją pasję. Ale czy oczekuję, by płynnie mówiło po angielsku czy miało czarny pas, gdy pójdzie do podstawówki? NIE. 

Nie łudzę się, że przedszkole mojego dziecka wychowa je za mnie. Mogą mu pokazać nawet złote góry, a ono nie znajdzie w sobie żadnej pasji, jeśli nie zobaczy jej we mnie i jeśli ja nie będę razem z nim cieszyć się z jego rozwoju. A cieszyć się, nie znaczy zbijać piątki i mówić „ekstra, miałeś w przedszkolu 40 minut street dance’u, teraz idziemy na pizzę i przysiądziemy przed telewizorem na 4 bajki!”. E-e. To JA jestem od pokazania mojemu dziecku tego, że może iść z tym dalej. I tylko ja mogę w nim to w tak prosty sposób zniszczyć – ale to już temat na zupełnie osobny wpis…

Nikt nie czyta mi w myślach, nawet przedszkolanki

Kiedy posyłam dziecko do przedszkola, wychodzę z założenia, że płacę nie tylko za zajęcia i wyżywienie. Płacę za święty spokój – głowę wolną od strachu, że mojemu dziecku dzieje się krzywda. W poprzednim żłobku nie potrafiłam do końca zaufać i stąd właśnie zrodziła się decyzja o przeniesieniu Henia gdzie indziej, której zdecydowanie nie żałuję. Akcja – reakcja, a teraz jest dobrze.

Tymczasem, odkąd Henio jest w tym przedszkolu, dostałam już dwie wiadomości od totalnie obcych mi ludzi. Zaczęło się od pytania, co sądzę o przedszkolu, a zakończyło najazdem na kiepską organizację – pod tym natomiast kryło się przede wszystkim to, że zdarza się, by zajęcia dodatkowe się nie odbywały.

I ja nawet jestem w stanie zrozumieć oburzenie. Czysto teoretycznie, bo przy tak bogatych planach tygodnia brak jednych czy drugich zajęć to nie koniec świata… no, ale jestem w stanie to zrozumieć, bo jednak czesne jakie jest, każde z nas wie. Niemałe. ALE. Jeśli mamy, które pisały do mnie, posyłają tam dziecko drugi i trzeci rok z rzędu, to dla mnie sytuacja staje się dziwna. Największym problemem jest jednak to, że nie ja jestem osobą odpowiedzialną za program w przedszkolu, a dyrekcja. I to do dyrekcji zgłasza się uwagi dotyczące działania przedszkola. A jeśli sugestie nie są brane pod uwagę i coś w przedszkolu mi się nie podoba, zabieram stamtąd dziecko. Proste? Proste! Dyrektor przedszkola nie zje mnie, bo odważę się mieć uwagi! 

Współpraca na linii przedszkole – rodzic

Może wyniosłam to ze żłobka, gdzie jedyną szansą, by dowiedzieć się czegokolwiek, była rozmowa z przedszkolanką czy panią dyrektor. Wszak mój synek jeszcze nic nie mówił, gdy w marcu wylądował w pierwszym żłobku. Ale wydaje mi się, że ten nawyk mam dobry – codziennie rozmawiam z paniami w przedszkolu. Nie ściemniam, nie jestem ugrzeczniona, a jak mam uwagi – to je wymieniam. Wierzę, że dzięki temu razem możemy popracować nad tym miejscem i polepszać je na korzyść naszych dzieci. 

To jest miejsce, w którym mój syn spędza 8 godzin dziennie. Dużo, naprawdę dużo. Chcę, żeby było mu tam dobrze, więc kiedy pojawi się problem, będę o nim mówić. Ale nie do innych, obcych mi rodziców, a do dyrekcji. Doświadczenie podpowiada mi, że właściciele biznesów – zwłaszcza tych, które dotyczą dzieci – chętnie przyjmują wszelkie uwagi, by ulepszać te swoje działalności. Nagabywanie innych rodziców sprawi tylko, że zepsuje się atmosfera, każdy każdemu będzie patrzył na ręce i w krótkim czasie ta żółć spadnie w całości na nasze dzieci. A ja bym Henia chciała od tego uchronić. I zamiast szukać problemów, rozwiązuję je – gdy nie będzie w przedszkolu angielskiego, ja mogę bez trudu z Heniem książeczki ze słówkami w obcym języku pooglądać. Spędzimy czas razem, pośmiejemy się, każdemu z nas to wyjdzie na dobre!

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
–  Dołącz do naszej grupy na Facebooku
Share:

3 komentarze

  1. Birginsen

    Sądzę, że to bardzo istotny temat. 🙂 Wierzę, że rozmowa to klucz do wszystkiego!

    03 . Paź . 2017
  2. Zwykła Matka

    Mieliśmy to szczęście, że przedszkole naszej córki było cudowne i aż żałowałam, że chodziła tylko rok, ale że było płatne, bo prywatne to przestałam ubolewać 🙂 To było bardzo rodzinne miejsce i mamy z nimi kontakt do dziś, na wycieczki nadal czasem jeździmy z nimi!

    03 . Paź . 2017
  3. rodzicewsieci.pl

    My mamy super przedszkole. Natomiast Kinga pierwszy rok chodziła do maluszków po czym mocno chciałam ją przepisać do Montessori właśnie dlatego, żeby bardziej rozwijać jej możliwości i zainteresowania. Teraz jestem zachwycona- opieką, zajęciami, zabawą, spacerami, wyjazdami. Wszystko mi pasuje.

    03 . Paź . 2017

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *