in MAMA, MOTYWACJA

Dzień dobry w poniedziałek #9

at
dzien-dobry-poniedzialek-9

Możesz się wściekać. Przeklinać. Możesz nawet rzucić sobie czymś ciężkim i niech to nie będzie tylko mięso, a chociażby talerz. Możesz też usiąść w wygodnym fotelu i sięgnąć po lekką lekturę i kubek ciepłego kakao. Bo co za różnica, co zrobisz? Co się stało, to się nie odstanie. Czas pogodzić się z faktami i – co więcej – ruszyć do przodu. Dziś wydaje Ci się, że nie postawisz kroku, a ja Ci obiecuję, że za rok przebiegniesz maraton. Mam tylko jedną radę – nie przeforsuj się. Daj sobie dzień odpoczynku na cztery dni treningu. Czasem droga po najmniejszej linii oporu jest wystarczająco trudna. 

W wiadomościach prywatnych często pytacie mnie, jak sobie daję radę. Szukacie we mnie wzorca, który powie Wam, jak żyć. Jak łączyć pracę, studia i wychowywanie dziecka. Najczęściej odpowiadam wymijająco, żeby nikt nie sugerował się moją opinią i nie szedł zbyt pewnie po moich śladach. Bo nie mam pewności, czy sama nie wdepnę na minę.

Jestem studiującą mamą. Jestem studiującą mamą w trakcie rozwodu. Jestem też kobietą pracującą. I gdy już wydaje mi się, że powoli wstaję na nogi, a mój plan na przyszłość zaczyna nabierać kształtów… w jednej chwili okazuje się, że runęły mu fundamenty. Pozostaje tylko zadać sobie pytanie, czy kiedykolwiek w ogóle je miał?

Dziecko vs rozwój matki

Nie jestem najlepsza w opisywaniu własnych uczuć, dlatego nie powiem Ci, co czułam tuż po porodzie i co czuję, gdy każdego dnia spoglądam na swoje dziecko. Wiem na pewno, że kocham je bezwarunkowo i ostatecznie przepadam w błękicie jego oczu. I tak codziennie, zawsze gdy na mnie spojrzy. Jednocześnie jednak nie jestem stworzona do tego, by zostać z nim w domu i w 100% oddać się macierzyństwu, rezygnując z reszty moich zainteresowań i potrzeb.

Uwielbiam się rozwijać, uwiebiam się uczyć, uwielbiam być w czymś po prostu dobra. Wychodzę z założenia, że zawsze znajdzie się coś, co warto umieć i szukam rozwiązań, jak nową wiedzę zdobywać. Dlatego studia były decyzją oczywistą, która w żaden sposób nie kolidowała z faktem posiadania dziecka. Z punktu widzenia żony i matki, podjęcie ich nie było niczym heroicznym – mieszkałam w tym samym mieście, w którym studiowałam, a opiekę nad dzieckiem na co dzień sprawowaliśmy we dwójkę. W tej sytuacji studiowanie to czysta przyjemność i nie daj sobie przypadkiem wmówić, że nie dasz rady.

Rezygnacja? Nigdy! Zmiany – zawsze!

Dzisiaj się rozwodzę. Mieszkam 300 kilometrów od swojej uczelni. Chciałam (i wciąż troszkę chcę, jeśli już jestem z Tobą szczera) podjąć próbę kontynuowania tych studiów, co przy wielkim wysiłku z mojej i wielkiemu sercu z drugiej strony byłoby możliwe. W międzyczasie odrzuciłam bardzo intratną posadę w Krakowie – mieście, do którego mnie ciągnie – bo chciałam mieć czas dla dziecka. Tymczasem pracuję w Rzeszowie, uczelnię mam w Warszawie i przy tym do dzisiaj się upierałam.

„Może na koniec jeszcze tylko zbawię świat” – powtarzam za moją siostrą, z lekko ironicznym uśmiechem. I tej samej siostrze wczoraj opowiedziałam, że pomiędzy moim wielkim wysiłkiem a wielkim sercem mojej uczelni stanęła nowa ustawa, która – choć, co do zasady, wspaniała i popierana przeze mnie całym sercem – niczym Rejtan blokuje mi drzwi do wiedzy. Wcześniej zrobiłam mały research i tu, w Rzeszowie, znalazłam całkiem przyzwoite wyjście awaryjne. Siostra, matka dwójki dzieci, powiedziała wtedy, że jest na etapie, gdy szuka najłatwiejszych rozwiązań. I wtedy właśnie po raz pierwszy pomyślałam, patrząc na jej życie, że czasem droga po najmniejszej linii oporu jest wystarczająco trudna.  A kto powiedział, że życie matki liczy się dopiero wtedy, gdy ze zmęczenia ryje już nosem po ziemi? Jeśli czasem masz ochotę się uśmiechnąć, to wracasz na start? Wybacz, ale ja nie biorę udziału w takiej grze. I Tobie też nie polecam.

Za tą siostrą lubię także powtarzać, że nad „rezygnację z czegoś na rzecz dziecka” wolę przedkładać „zmianę”. Pierwsze bowiem jest wyniosłe i banalne, drugie – życiowe, interesujące i energiczne. Zmiany są dobre. Pozwalają na zaczynanie od nowa. Można pomyśleć, że poprzednie błędy, porażki i złe wybory nie mają od teraz znaczenia. Można pozwolić sobie na czystą kartę i ponowne wzięcie rozpędu. Zmiany dają nadzieję.

Dzień odpoczynku na cztery dni treningu

Nic nie dzieje się przez przypadek. Lubię to powtarzać, bo naprawdę w to wierzę. Jeszcze przez 5 dni nie będę wiedziała, czy kontynuowanie przeze mnie moich studiów będzie możliwe. Taka niepewność stawia mnie w dość kłopotliwej sytuacji… i zmusza do zastanowienia.

Bo pewnie, że mogę zacisnąć zęby i przetrzymać. Jeśli mi pozwolą, mogę dojeżdżać kilka razy w miesiącu do Warszawy, by tam, z oczami na zapałkach, słuchać ulubionych i tych mniej wykładowców, spotykać się ze znajomymi i wdychać warszawskie, ukochane powietrze. Czy da się? Pewnie, że się da. Jednak stan niepewności i zawieszenia, w którym jestem obecnie, to także okazja do zadania sobie pytania – po co? Czy to nie za dużym kosztem?

Dzień odpoczynku na cztery dni treningu, tak kiedyś mówił mój kolega, domorosły trener personalny. Słaby był w to trenowanie niesamowicie, ale te słowa zapamiętałam i wracam do nich dzisiaj. Zmęczenie to jeden z największych wrogów matki, kobiety… człowieka. Rozdrażnienie, niemożność skupienia, nadwrażliwość i poczucie niezrozumienia – to nie są pozytywne uczucia, które chcę gościć w swoim życiuTowarzyszą im negatywne emocje, których nie chcę sprzedawać codziennie mojemu synowi. 

Jakim przykładem będę dla mojego syna?

Odkąd jestem mamą, większość decyzji podejmuję tak, by nie musieć gubić się w zeznaniach, gdy mój syn poprosi o wyjaśnienia. Czy to zawodowo, czy prywatnie – chcę mieć czyste konto i poczucie, że jestem dla niego wzorem, za którym warto iść. Nie chcę być ideałem, bo te mnie niepokoją. Chcę nauczyć mojego syna, że z życia należy korzystać, a nie tylko być w życiu wykorzystywanym. Odpoczynek jest elementem sztuki pracy – pozwala nam ją wykonywać lepiej, mądrzej, z większą precyzją. Mam tu na myśli zarówno pracę zawodową, jak i tę do wykonania w relacjach interpersonalnych. I nie chodzi tu o to, by wyciągnąć nogi na kanapie i od tej pory tylko oczekiwać gwardii usługujących. Cztery dni zasuwam nim w jeden odpocznę.

Nieuzasadnione ambicje chowam dzisiaj do kieszeni. Przez te 5 dni pomodlę się, przemyślę, zastanowię. Może nowocześnie postanowię kartkę podzielić na pół i podsumuję korzyści i straty, choć życie to nie wyścig, nie konkurencja, w której ktoś musi dobiec pierwszy do mety, zbierając po drodze więcej punktów niż inni. Na pewno chcę być wdzięczna za to, co już mam – a mam dużo: syna, pracę i możliwość wyboru. To jest dobry grunt pod zmiany.

1 Comment

  1. Zwykła Matka

    Zdecydowanie wypoczęta i zadowolona matka jest lepszą matką dla dziecka, niż ta zła, sfrustrowana i zmęczona 🙂 Tak jak piszesz, dzień wypoczynku, kilka chwil TYLKo dla siebie – bezcenne 🙂 Czasem nawet najbardziej cudowna posada nie zastąpi czasu z dzieckiem, co ja mówię…nic tego nie zastąpi!

    26 . Wrz . 2017

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *