in DZIECKO

Torba do porodu – co spakować do szpitala?

at
torba-porodu-spakowac-szpitala

Pamiętam swoją ciążę całkiem dobrze. Pamiętam rosnący brzuszek, a wraz z nim rosnące obawy przed porodem. Mimo zajęć w szkole rodzenia, nie miałam pojęcia, co tak naprawdę czeka mnie na sali porodowej. Nie będę ukrywać, że bałam się jak diabli. Bólu, niezrozumienia ze strony personelu, a w końcu… tego, że nie wezmę ze sobą czegoś ważnego! „Torba do porodu”, „Co spakować do szpitala” – tego rodzaju hasła pojawiały się na każdej grupie dla mam, a w odpowiedziach kobiety pisały wyjątkowo długie listy. Wydawało mi się, że durne spakowanie torby do porodu przerośnie mnie o głowę i zwlekałam z tym dość długo. Ostatecznie, zadanie okazało się… banalnie proste. Czym więc kierowałam się, pakując torbę do porodu?

Ciężarne kobiety, pakując torbę do szpitala, często zapominają o kilku ważnych rzeczach. Przede wszystkim – w czym pomocna jest szkoła rodzenia znajdująca się przy szpitalu, w którym planujesz poród – warto sprawdzić, czy szpital nie podaje do informacji, co należy zabrać. Można też zapytać o to lekarza prowadzącego, jeśli pracuje w danej placówce. Okazuje się bowiem, że bardzo często szpital daje niemal wszystko, a matka potrzebuje tylko ubrań, ręcznika i kosmetyczki. Taką informację można uzyskać na stronie internetowej, właśnie w szkole rodzenia lub w punkcie informacyjnym. Warto też zapoznać się z wytycznymi w innych szpitalach w mieście i przygotować się także według nich. W moim mieście wszędzie wymagają tego samego, więc sprawa była prosta. Gdyby jednak było inaczej, w szafie miałabym zebrane potrzebne rzeczy, by mąż mógł mi je przywieźć w razie takiej konieczności. Nie, nie chowałabym ich w torbie, ponieważ nie zakładałam z góry, że z „mojego” szpitala mnie odeślą. A gdy zaczęły się skurcze, naprawdę nie miałam w głowie przepakowywania torby!

Co istotne i co powtarzał mi lekarz – w torbie do szpitala mają być rzeczy tylko na 2 dni! Większość kobiet po tych dwóch dniach wychodzi. Ja wyszłam po 3, więc na ten ostatni rzeczy po prostu mi dowieźli. I tak mąż musiał wracać na noc do domu, więc to nie był żaden kłopot.

Dlaczego niewielka ilość rzeczy w torbie jest ważna? Im mniej rzeczy masz w torbie do porodu, tym mniej rzeczy wróci do domu z zarazkami szpitalnymi. Dlatego lekarz nagadywał mi przez całą ostatnią wizytę, żebym nie brała żadnych misiów, przytulanek, kocyków… NICZEGO, co nie jest niezbędne. I choć np. Misia Whisbear polecam z całego serca, to uważam, że pierwsze kilka dni bez niego da się przeżyć. Maluszek wtedy naprawdę przede wszystkim śpi, zmęczony porodem. Na oddziałe położniczym jest względny spokój, niewiele rzeczy może go budzić i nie sądzę, byś musiała coś zagłuszać szumem. A przynajmniej nie życzę Ci takiej sytuacji!

Co spakować do torby do porodu?

Wymądrzam się i wymądrzam, a miałam napisać konkrety. Moja torba do porodu byłaby ekstremalnie mała, gdyby nie szlafrok zajmujący sporo miejsca. Co w niej miałam?

DLA MAMY:

3 koszule – wcale nie takie do karmienia! Do porodu miałam starą, dużo za dużą na mnie koszulkę, do której miałam sentyment. To zabawne, że wzięłam akurat ją – przecież mogła po porodzie nie nadawać się już do użytku. Warto o tym pamiętać. Jeśli chodzi o pozostałe dwie – jedna miała guziki z przodu, druga była na szelkach: nie miałam więc problemów z karmieniem.

2 biustonosze dla matek karmiących – lekarz przestrzegał mnie, że w czasie karmienia piersią należy nosić stanik, bo zapobiega to zastojom

Ręcznik kąpielowy i mały ręcznik – tu z kolei położne zwróciły nam w szkole rodzenia uwagę, byśmy miały osobny ręcznik do osuszania krocza. Nie wiem, czy inne podzielają ich opinię, ale wiem, że ginekolodzy często zalecają takie postępowanie zawsze, nie tylko po porodzie – i ja się tego raczej trzymam.

Kosmetyczkę turystyczną, z wersjami mini wszystkiego, co niezbędne na co dzień oraz kremem z lanoliną do sutków, które często początkowo są pogryzione przez maluszki

Klapki i szlafrok – cienki!, bo na położniczych jest naprawdę ciepło

Kilka sztuk majtek siatkowych 

Wodę mineralną, a nawet małą przekąskę! – położne nas przestrzegały, żeby zawsze mieć coś przy sobie, bo poród może trwać długo i po nim możemy być naprawdę głodne i spragnione, a nie każdy szpital i nie każda położna będą na tyle miłe, że przyniosą nam jakiś niewielki posiłek. U mnie tak było, ale nie dam Ci gwarancji, że Ty też dostaniesz coś do jedzenia.

(Podkłady poporodowe u mnie zapewniał szpital)

DLA DZIECKA: 

Ja nie miałam dosłownie nic. Mogłam wziąć krem do pupy, ale nie miałam. Mogłam wziąć ubranka, ale w związku z tym, że zapewniał je szpital, nie chciałam przynosić do domu kolejnej porcji zarazków. W dzień wypisu ubranka na wyjście przyniósł nam mąż. Wiem, że niekiedy należy wziąć też rożek noworodkowy. Niektóre szpitale nie zapewniają też podkładów do przewijania. 

Nie piszę o rzeczach oczywistych, takich jak dokumentacja ciąży, grupa krwi czy dokument potwierdzający tożsamość – to ciężarna powinna nosić przy sobie absolutnie zawsze, więc nie sądzę, by ktoś miał zapomnieć tego do porodu.

Lista wydaje się być długa, ale w rzeczywistości to dosłownie garstka rzeczy, które skompletujesz w jeden dzień. Moim zdaniem, najwięcej czasu warto poświęcić biustonoszowi, żeby dobrać naprawdę odpowiedni rozmiar. Szczęśliwie, coraz więcej szpitali pozwala na luksus i święty spokój, jakie miałam ja 2 lata temu. Oby wkrótce było tak wszędzie!

PS Wszystko to możesz pobrać w formacie PDF i wydrukować TUTAJ

 

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *