in BLOGERZY, DZIECKO

Mamy na Instagramy!, czyli o zdjęciach dzieci w sieci

at
publikowanie-zdjec-dzieci-w-sieci

XXI wiek nazywany jest przez niektórych wiekiem social media. Trudno się z tym określeniem nie zgodzić, jeśli na co dzień spotykamy się ze zdziwieniem, gdy ktoś mówi, że nie ma konta na Facebooku. Coraz więcej ludzi snapuje, wrzuca fotki na Instagrama, a także dzieli się każdą, nawet najmniej interesującą z punktu widzenia odbiorcy, chwilą na swoim prywatnym facebookowym newsfeedzie. Najaktywniejsze są kobiety. Chętnie dzielimy się spostrzeżeniami, opiniami o produktach… i zdjęciami dzieci. Ja sama również to robię. Niemal każdego dnia na moim instagramowym koncie pojawia się jakaś fotka. Ktoś może pukać się w głowę, ale ja nie widzę w tym żadnego problemu. Jest natomiast kilka żelaznych zasad, których się trzymam.

Nie robię tego wcale dlatego, że jestem blogerką. Na moim blogu od jakiegoś czasu nie zarabiam i nie szukam na siłę zleceń. Nie muszę więc publikować nic więcej niż to, na co mam ochotę. A mam ochotę wrzucać zdjęcia swoje i swojego dziecka. Ani mnie, ani żadnej inne matce, nikt nie jest w stanie tego zabronić. Ale ja, która również używam wizerunku dziecka w sieci, niektórym matkom mam ochotę kazać puknąć się w głowę, najlepiej czymś ciężkim. Przekraczają bowiem granice dobrego smaku, a przede wszystkim myślę i boję się, że zaślepione miłością i zachwytem nad swoim dzieckiem, przeoczyły kilka dość istotnych zagrożeń, które niesie w sobie Internet.

Mogę, więc publikuję!

Mam znajome, które codziennie wrzucają serie zdjęć swoich dzieci podczas zwykłych, codziennych czynności. Dzięki facebookowi wiem, kiedy ich córeczki jedzą, kiedy śpią, kiedy wypadł im pierwszy ząbek i kiedy pierwszy raz udało im się zrobić siku na nocniczek (sic!). Obie kobiety, jak udało mi się już ustalić, przynajmniej zmieniły ustawienia prywatności, wykluczając z grona odbiorców publikowanych przez nie zdjęć osoby spoza listy znajomych. To już coś! Niemniej jednak, jako ich znajomy, czuję się niezręcznie oglądając fotkę małej dziewczynki ubrudzonej po pas czekoladą czy siedzącej na nocniku. Na tym etapie jednak uznaję matczyną wolność – dziecko jeszcze nie jest samo w stanie wyrazić lub nie zgody na publikację. Ja z tym nic nie zrobię, Ty z tym nic nie zrobisz. Rodzice mogą publikować zdjęcia swoich dzieci w sieci. Powinni jednak brać pod uwagę nie tylko swoje rodzicielskie emocje, ale przede wszystkim dobro swojego dziecka.

W sieci nic nie ginie

Kiedy zaczęłam blogowanie, nie wiedziałam jeszcze, czy będę publikować wizerunek mojego synka w sieci. Mocno się nad tym zastanawiałam. Ostatecznie jednak uznałam, że żyjemy w takich czasach, że opieranie się mediom społecznościowym jest trochę bez sensu. Dziecko i tak tutaj trafi, szybciej niż może mi się wydawać. Wiem, że z różnych przyczyn dość szybko będzie miał komórkę; wiem, że otaczają go sprzęty elektroniczne i nie chcę, nie próbuję z tym walczyć.

Wiem, że każda publikacja wizerunku dziecka w sieci niesie za sobą poważne konsekwencje. Nic nie jest tutaj na chwilę. Publicznie dodawane zdjęcia są indeksowane przez wyszukiwarki i nawet, gdy usuniemy je z portalu, one już dawno mogą krążyć po sieci w zmienionej lub nie wersji. Mogą posłużyć za memy, mogą być wykorzystywane przez pedofila… Może minąć nawet kilka miesięcy, zanim zaindeksowane dane zostaną zmienione. Czy mam jednak wpadać w paranoję? Czy chroniąc wizerunek swojego dziecka w sieci, ochronię go przed całym złem tego świata?

Szanuję decyzję rodziców, którzy nie publikują nic. To też jest w porządku, bo każdy ma prawo wyboru. Ja wybrałam publikowanie. Ale z głową!

Zanim opublikuję zdjęcie dziecka w sieci

Mam swoich kilka zasad, których się trzymam. Nie wystarczą one tym, którzy nie chcą publikować wizerunku dziecka w Internecie, ale mogą być ważne dla tych, którzy postanawiają to robić. W zachwycie nad urodą, słodkością i wszystkimi innymi zaletami naszych dzieci, możemy przeoczyć kilka istotnych faktów.

Jeśli mogę, ograniczam widoczność swoich postów. Czy to na Facebooku, czy na Instagramie. Ustawienia prywatności to coś, co może uchronić moje dziecko przed umieszczeniem w fapfolderze przypadkowego zwyrodnialca. Nie ma nic złego w tym, że matka chce dzielić się zdjęciami swojego dziecka ze znajomymi i rodziną – ale po co od razu ma widzieć je cały świat? (A jako ciekawostkę powiem Ci, że u mnie na profilu prywatnym nie znajdziesz więcej zdjęć Henia – wszystkie są na fanpage’u, gdzie kieruję się kolejnymi zasadami.)

Zastanów się, czy chciałabyś, żeby to Twoje zdjęcie w tej pozycji/ sytuacji zostało opublikowane. Ile razy po jakiejś imprezie wkurzałam się, że ktoś wrzuca w sieć kompromitujące mnie fotki! Na własnym koncie mam weryfikację, co może pojawić się na mojej tablicy. Nie wszystkim chcemy się chwalić. Mam takie zdjęcie z dzieciństwa, kiedy leżę goluśka i bawię się papierem toaletowym. Widziałaś je? Nie. I nie zobaczysz. Takiego zdjęcia mojego dziecka też nie masz co szukać.

Zastanów się, czy to zdjęcie może być w łatwy sposób przerobione na mema. W zasadzie każde może. Udowadniam to np. TU albo TU. Co więcej, jestem zdania, że nieograniczona trzeźwym myśleniem głowa psychopaty jest w stanie wymyślić coś, na co Ty z pewnością nie wpadniesz. Ale jeśli Tobie przychodzi do głowy możliwość przerobienia danego zdjęcia na niekorzyść Twojego dziecka, nie publikuj. Dlatego ja właśnie nie wrzucam w sieć zdjęć Henia ubrudzonego czekoladą, siedzącego na nocniku i dlatego staram się unikać tych z otwartą buzią. Czy to znaczy, że takich nie mam? Oczywiście, że mam! I to całe mnóstwo! Lądują w rodzinnym albumie.

Kiedy już będę mogła, zapytam Henia o zdanie. Tak, jak nie publikuję w sieci zdjęć moich rodziców, którzy wyraźnie sobie tego nie życzą, tak nie opublikuję zdjęć Henia, kiedy powie, że tego nie chce. Co więcej, jeśli sobie zażyczy, wszystkie te, które już są opublikowane, usunę czym prędzej. I niech mnie kule biją, jeśli się mu sprzeciwię!

Dzieci idą za przykładem, nie za słowami

Oprócz tego, że myślę o tym, co jest teraz – o względnym bezpieczeństwie mojego dziecka w sieci, chcę być także przykładem dla mojego dziecka. Ono któregoś dnia usiądzie do komputera, założy te wszystkie konta na Snapchatach, Twitterach, Facebookach i innych. I ja, jako rodzic, nie będę mieć nic przeciwko, bo sama z tych portali korzystam. Chciałabym jednak mieć pewność, że zrobiłam wszystko, by moje dziecko korzystało z nich z głową. Najlepszą lekcją korzystania z dobrodziejstw XXI wieku dla mojego dziecka jest moje postępowanie z nimi. 

Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi. I o ile oburza mnie, gdy jakaś blogerka zabiera swojego dwumiesięcznego, chorego wcześniaka na wakacje, bo hotel zapłacił za reklamę, to nie pluję jadem do rodziców, którzy dzielą się w sieci swoją radością. Między innymi – właśnie po to są social media. Korzystajmy z nich jednak rozsądnie.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
–  Dołącz do naszej grupy na Facebooku

2 komentarze

  1. Agnieszka (mamowisko)

    Ja jakoś nie czuję potrzeby publikowania zdjęć dziewczyn w internecie. To na miniaturce to chyba jedyne Oliwki, na którym widać jej buźkę 😉 No, może coś jeszcze na blogu się kieeeedyś pojawiło jak była bardzo malutka. Ale od dawna nic nie wstawiałam i nie wstawię, bo nie czuję takiej potrzeby. Co nie znaczy, że nie lubię kont na których te zdjęcia dzieci są, bo nie mam absolutnie nic do tego co kto publikuje i chętnie do najróżniejszych osób zaglądam, czy to publikujących dzieci czy nie. Każdy robi jak uważa

    21 . Wrz . 2017
  2. Sabina Trzęsiok-Pinna

    Ja nie pokazuję dzieci i spotkałam się z tego powodu z różnymi opiniami, a to ktoś mi zarzucał, że sobie wymyśliłam ciąże, a to trochę dziwaczka ze mnie, bo przecież wszyscy pokazują, więc lepiej iść z duchem czasu itp. Mnie nigdy nie obchodzi, co robią inni, jako że mam własny mózg i moje postanowienia opieram nie na tym, co sądzi większość. Co do zjęć pokazywanych przez matki, to zgadzam się z Tobą jak najbardziej, że najważniejsze jest nie przekraczanie pewnej granicy. Radość z dzieciństwa, zdjęcia gdzie pokazywane są dzieci w normalnych sytuacjach absolutnie mnie nie rażą, ale kiedy widzę np. dzieci siedzące na nocniku, to zastanawiam się, dlaczego takie zdjęcie jest w sieci. Czy rodzice pokazują siebie podczas wizyty w toalecie? Wątpię.

    A co do zdjęć blogerek, to pamiętam zdarzenie, gdy jedna blogerka przestała publikować zdjęcia dziecka, bo doszła do wniosku, że jednak przesadzała, a po jakimś miesiącu wróciła ze zdwojoną siłą z tymi zdjęciami. Powód był taki, że czytelnicy się tego domagali. A może statystyki spadły?

    Osobiście nie wykluczam, że kiedyś zmienię zdanie i również opublikuję zdjęcie córek. Wszystko się może zdarzyć, ale póki co jest dobrze jak jest.

    22 . Wrz . 2017

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *