in MAMA, MOTYWACJA

Życie na właściwym poziomie

at
zycie-na-wlasciwym-poziomie

Doczekałam się chwili, kiedy czuję potrzebę posiadania kalendarza. Przeglądając w księgarni okładki złapałam się na tym, że myślę o ich wyglądzie… pod kątem instagrama. Puknęłam się w czoło, przypominając sobie, że moje konto to jeden wielki misz masz bez ładu i składu. Wzięłam planner z kotem Simona na każdej stronie, bo wydaje mi się praktyczny. Bo nie jestem ani hygge, ani bio, ani wege. Żadną ideologią modną obecnie i kiedyś. Życiem jestem.

Szczęścia nie szukam na pięknych fotkach, które tylko cieszą moje oko. Najpiękniejsze chwile mam w głowie, w albumie nieliczne tylko pamiątki. Rano czasem piję wodę z cytryną, a czasem grubo przed dwunastą mam ochotę na drinka, ewentualnie osiem. Słucham ze wzruszeniem, jak mój synek uczy się nowych słów, a kilka chwil później błagam niebiosa, by nie wyrabiał tej normy 300 wyrazów na godzinę. Łączę w sobie skrajności, odległe poziomy i stany. I to jest dla mnie normalne życie. Balans pomiędzy szaleństwem z rozpaczy a szaleństwem ze szczęścia, które spotykają się gdzieś przy brzegu, delikatnie osiadając na mieliźnie lub rozbijając się o tenże z hukiem. Życie na właściwym poziomie nie oznacza ciągłej równowagi, a ciągłe o nią starania. I wiesz co? Czasem się udaje.

Że się rozwodzę, to już nie tajemnica. Nigdy nie wpuszczę Cię w tę sprawę zbyt głęboko, nie zgarniesz smaczków z mojej porażki. Nie da się ukryć, że życie moje i mojego syna uległo zdecydowanej przemianie, ale szczegóły… pozwól, że zachowam dla siebie. 

Od wyprowadzki z Warszawy minęły już 2 miesiące. Przez ten okres tak wiele się działo, że nie miałam czasu na smutki, przemyślenia i podsumowania. Ot, spakowanie walizek i w ten sam dzień wyjazd, a potem skupienie na pracy i ogarnięciu studiów, które przecież mam 300 kilometrów od obecnego domu. Domu, w którym wychowaliśmy się ja i moje liczne rodzeństwo, a obecnie mieszka w nim także mój syn. Jak długo to potrwa – rok, pięć, dwadzieścia? Nie wiem, nie będę się zarzekać. Całe moje „dorosłe życie” spędziłam w innych miastach… i – jakkolwiek niewdzięcznie może to zabrzmieć – to w tamtych miastach czuję się jak u siebie. Tutaj wszystkiego muszę uczyć się od podstaw. Tutaj wielu rzeczy nie rozumiem, wiele mnie irytuje, wielu nie potrafię rozgryźć. Często mam wrażenie, że zderzam się ze ścianą, która skutecznie blokuje mnie przed podjęciem działania.

Dziś daję sobie czas

Nie należę do osób cierpliwych. Jestem porywcza i impulsywna, lubię działać pod wpływem chwili i naprawdę rzadko tak podjętych decyzji żałuję. Jestem jednak matką i w tej chwili dawanie się ponieść emocjom to stąpanie po niepewnym gruncie, stawianie wszystkiego, co mam (a mam niewiele) na jedną kartę i granie va bank, gdy nie ma się żadnej prognozy na zwycięstwo. Łączenie pracy, wychowywania dziecka i studiowania 300 kilometrów od domu to potężne wyzwanie, któremu nie wiem jeszcze, czy w ogóle podołam. Na pewno muszę nauczyć się pokory, zacisnąć zęby i przyjąć z otwartymi ramionami każdą pomoc, która zechce pojawić się w zasięgu mojego wzroku. Takie życie wymaga ode mnie reorganizacji – nie tylko mojej codzienności, ale przede wszystkim hierarchii wartości. Nie będę udawać, że się nie boję. Boję się jak diabli. Ale odwaga to wcale nie brak strachu, a podjęcie działania pomimo jego ciągłej obecności na karku.

Czego dowiedziałam się o życiu?

Ciągle się czegoś uczę. Ja jestem z tych, którzy więcej nauki wyciągają z sukcesów niż z porażek, ale ta sytuacja zmusiła mnie do zastanowienia. Dotychczas wyśmiewana przeze mnie każdorazowo scena z seriali, w której pada hasło „Muszę to sobie przemyśleć, jakoś poukładać”, nagle staje się sceną z mojego życia. Przychodzi jednak znacznie bardziej znienacka, a ja znoszę ją z mniejszą godnością nieco niż jakaś Kasia Górka. Któregoś dnia po prostu kładę się spać i wybucham płaczem. Bo oj, nie tak miało być, panowie, nie tak…

Żadnego końca świata nie będzie. Chociaż może trochę bym czasem chciała, a może czasem liczę na reinkarnację, po której będę odrobinę rozsądniejsza w podejmowaniu życiowych decyzji. Przeryczałam pół nocy… i co mi to dało? Zapuchnięte oczy, nieeleganckie wory pod nimi i czerwony nos zajmujący jeszcze więcej miejsca na twarzy niż zazwyczaj. I po co mi to było?

Ano, po to, żeby coś podsumować. Bo końca świata nie będzie, na nowe wcielenie też się nie zanosi, a zmiany już zaszły i czas się w nich spróbować odnaleźc. Pojawił się nowy etap mojego życia i ten etap trzeba będzie przeżyć na właściwym poziomie. Szczęśliwie. 

Co daje mi szczęście?

Niektórym pewnie zabraknie w tym wpisie Henia. Bo to on powinien być najważniejszy, gdy dorośli ludzie się rozstają. Możesz, jeśli tylko chcesz, wierzyć mi na słowo – jest najważniejszy. Każdą moją decyzję podejmuję teraz tak, by jemu nie wyrządzać więcej szkody. Dam mu szczęśliwą mamę, która ma ochotę na życie. Która tą ochotą się z nim podzieli. Bo to ode mnie moje dziecko czerpie podstawy swojego podejścia do świata i do ludzi. I to dla niego mam kilka zasad, których chciałabym się trzymać.

Chcę pracować. Zawsze. Nie tylko w zawodzie i nie tylko za miliony. Praca uczy hartu ducha (zwłaszcza ta, która nie jest spełnieniem marzeń) i szacunku do pieniądza, dodaje wiary w siebie i zawsze zbije argumenty tych, którzy chcą nam wmówić, że jesteśmy beznadziejne i nic nie potrafimy (często dokładnie to same sobie mówimy, o zgrozo!). A to, że daje także pieniądze – nawet nie te ogromne – to jej dodatkowa, bardzo ważna zaleta.

Chcę się uczyć. Nie tylko chodzić na studia, ale też poznawać świat wszystkimi zmysłami. Rozwijać swoje pasje i dbać o potrzeby. W tym roku, tak dla przykładu, wrócę do pływania. Niby umiem, niby pływam, a nie czuję się pewnie. Dlaczego by się nie doszkolić? Nigdy nie jest za późno na naukę i rozwój.

Chcę wybaczać. Bo wybaczanie jest dla wybaczających. Daje spokój. I wybaczam dzisiaj także sobie – te wszystkie źle podjęte decyzje. Przecież wiem, że podejmowałam je w zgodzie ze swoją wiedzą i przekonaniami z okresu, w których przed nimi stanęłam. Wybaczam i wyciągam naukę na przyszłość.

Chcę być odpowiedzialna za swoje życie. Ponosić konsekwencje swoich wyborów. Nie zrzucać winy na tych, którzy nie mieli z nimi nic wspólnego i przede wszystkim nie chować się przed światem, gdy nie ogarnę. Chcę spróbować mieć pod kontrolą to, co jest dla mnie najważniejsze: zmiany zachodzące w Heniu, nasz domowy budżet, moją edukację.

Chcę o siebie dbać. Nie tylko poprzez wykonanie powyższych punktów, ale także od strony fizycznej. Gdy postanowiłam zrzucić trochę zbędnych kilogramów jakiś czas temu, poczułam się lepiej sama ze sobą. Nie chcę już odkładać zmian w swoim wyglądzie i – co za tym idzie – swoim samopoczuciu na potem. Zawsze były ważniejsze sprawy. Teraz już wystarczy. Chcę w lustrze widzieć taką mnie, która lubi swoje życie.

Ja wierzę, że będzie dobrze. Po przełomowej nocy zobaczyłam swoje życie dość trzeźwo… i podeszłam do niego na spokojnie. Wreszcie czuję, że stoję na choć odrobinę pewniejszym gruncie, po którym powoli, małymi krokami, można iść do przodu. Nie jestem naiwna, że wierzę w brak potknięć, ale nie wyczekuję ich już na każdym zakręcie. Bo po każdym, naprawdę każdym można się podnieść i iść dalej.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
–  Dołącz do naszej grupy na Facebooku
PODOBNE WPISY:
Nie będę przekonywać, że jestem ciepłą babką
Uczę się nie czuć żalu
Zmiany zaczynają się w głowie
Share:
  • Powiem tak twoje podejście pokazuje mi jedno wiesz co robisz i do czego dążysz. Zdajesz sobie sprawę ze nie tylko twoje życie sie zmieniło śle i syna i wiesz co wiem ze dasz radę i przetrwasz te burzę, wyjdziesz silniejsza a potem spojrzysz na wszystko innymi oczami i zobaczysz tęcze. Tego ci życzę

  • Oby z takim podejściem iść przez życie, a wszystko będzie się układac po Twojemu.
    A rozwód to zawsze jest jakaś porażka dla związku czy człowieka. Czasem jednak takie rozwiązanie bywa dla całej rodziny lepsze niż życie obok siebie kompletnie się nie rozumiejąc. Powoli odbijesz się od wszystkiego. Henio podrośnie, zacznie być bardziej samodzielny,a wtedy Ty więcej czasu będziesz mogła przeznaczyć na rozwój czy karierę zawodową. Poprawa warunków finansowych zawsze jest priorytetem dla rodziców, bo przecież chcą zapewnić dzieciom dobry start. Podziwiam Cię jednak, bo jesteś ode mnie sporo młodsza, a mimo iż jesteś sama z dzieckiem, to godzisz wszystko lepiej lub gorzej, ale dajesz radę. Życzę powodzenia w spełnieniu marzeń i mam nadzieję, że okres przejściowy potrwa u Ciebie krócej niż myślisz

  • Dbaj o siebie i swoje szczęście, bo na tym skorzysta synek 🙂
    Planuj, bo dzięki temu łatwiej się ogarniesz 🙂
    PS dzięki Bogu, że nie tylko ja nie jestem ani bio, ani eko ani hygge 🙂

  • Ja trzymam za ciebie kciuki, byś spokój osiągnęła i by trzymał się ciebie długo, długo… Nie jest ci łatwo, z tego co czytam, ale widzę że masz chyba to coś by przebrnąć przez to dobrze i z godnością. Powodzenia!!
    Ps. Ładnie tu u Ciebie 🙂

  • Katarzyna Mirek

    Trzymam za Ciebie kciuki, aby zmiany się powiodły. trochę zazdroszczę Ci tego podejścia i sama muszę wreszcie poukładać sobie rzeczy w głowie

  • Do grupy zaciśniętych kciuków dołączam i moje. Trudny czas za Tobą, myśle, że nawet trwa on nadal. Jednak ten wpis pokazał zarówno nam czytelnikom, jak i Tobie, jak bardzo jesteś silna. Jestem pewna, że z takim podejście zrealizujesz swoje plany. Z czasem uda Ci się spojrzeć na wszystko z dystansem i przyznać sama przed sobą, że jesteś szczęśliwa.
    I tego właśnie Wam życzę.

  • Marta Korotko

    Nie mam pojęcia co czujesz i przeżywasz. Wiem tylko jak to jest, kiedy grunt całkowicie wali Ci się pod nogami. Kiedy chciałabyś zrobić wszystko a nie możesz nic. I wreszcie znam ten stan, gdy chcesz uciec, mieć w nosie wszystko i wszystkich, bo nie tak przecież miało być. Ale dla dziecka musisz zagryźć zęby i pozbierać się. Nie chciałam rujnować świata mojemu dziecku i wiedziałam, że muszę się jakoś pozbierać. Ona była najważniejsza i niczemu nie winna i to dzięki niej sobie poradziłam w najtrudniejszym dla mnie momencie życia. I niezmiennie za Was trzymam kciuki!

  • Pingback: Czasem droga po najmniejszej linii oporu jest wystarczająco trudna()

  • Ważne, by się nie poddawać a z tego co czytam siły i determinacji Ci nie brak :*