in DZIECKO

Pierwszy żłobek – dlaczego jego wybór jest taki ważny… dla rodzica?

at
pierwszy-zlobek-dlaczego-jego-wybor-jest-taki-wazny-dla-rodzica

Moje dziecko potrafi wpaść w ramiona obcej kobiety i kompletnie o mnie zapomnieć. Ja tymczasem stoję i przyglądam się temu z zadowoleniem. Mały nie robi mi „pa, pa”, często nie patrzy nawet w moją stronę, po prostu zapomina o swojej matce, która kilkanaście długich sekund stoi opuszczona w drzwiach. Tak wyglądają poranki w żłobku. Pierwszym, do którego posłałam mojego syna i z którego niedługo, z wielkim żalem, będę musiała zrezygnować. Był, szczerze mówiąc, zupełnym przypadkiem i… strzałem w dziesiątkę! Po tych kilku miesiącach widzę, jak bardzo było to dla mnie ważne i jaki ma wpływ na moje postrzeganie edukacji przedszkolnej.

Niedługo się przeprowadzam. Razem z Heniem znajdziemy się w kompletnie nowej sytuacji, przy czym to ja jestem dorosła i potrafię sobie to wszystko wytłumaczyć. Dla malucha to będzie stres, który muszę zmniejszyć każdym możliwym sposobem. Pierwszym i – moim zdaniem – najskuteczniejszym, jest obniżenie jego poziomu u rodzica. Zmiana żłobka to nie bułka z masłem i tak, mnie też dopadł stresik. Mnie, która z posłaniem Henia do żłobka nie miała najmniejszego problemu i każdemu rodzicowi polecam się na taką placówkę zdecydować! Ale… udało mi się z nim wygrać. Dlaczego już się nie boję i co ma wspólnego z nowym żłobkiem ten, w którym obecnie jest Henio? Okazuje się, że bardzo dużo!

Jest tylko jedna szansa na dobre pierwsze wrażenie

Jest coś takiego we współczesnych rodzicach, że trudno nam dogodzić. Lubimy, nawet bardzo, dzielić się w sieci negatywnymi opiniami i wzajemnie ładować się niechęcią. Spirala szaleństwa szybko zaczyna kręcić się w zastraszającym tempie i nagle okazuje się, że problemem w żłobku jest to, że krzesełka przy stolikach są w nieodpowiednim kolorze. Nie mogę jednak być niesprawiedliwa, bo ten medal ma dwie strony. Z jednej jest dziwne czepialstwo, ale z drugiej – taka sytuacja przede wszystkim stawia żłobkom poprzeczkę niesamowicie wysoko. I chwała wam za to, rodzice szukający dziury w całym.

Bo ja sobie bardzo cenię wymianę informacji na temat takich miejsc, jak żłobki czy przedszkola. Fajnie, że żyjemy w XXI wieku i coraz mniej złego dzieje się za zamkniętymi drzwiami, niezauważone. Nie można jednak powiedzieć, że wszystko jest „na cacy”, bo ciągle jeszcze są miejsca, w których dzieci niestety nie są najważniejsze, tak jak powinny. Jestem trzeźwo myślącym rodzicem. Za to, że mój synek wspina się po jakichś zabawkach w kącie i, no cóż, zdarzy mu się becnąć z nich następnie na ziemię, podczas gdy pani zajęta jest całą grupą, w której mała dziewczynka płacze za mamą, starszy chłopczyk jest w trakcie odpieluchowania, a kolejny ma w pampersie coś poważniejszego, nie zrywam umowy i nie obsmarowuję danej placówki w Internecie. To, ile Heniek zaliczył wypadków na moich oczach, jest raczej nie do zliczenia, tyle tego było.

Ale gdyby dotarła do mnie wiadomość, że moje dziecko jest bite lub że chodzi przez cały dzień w jednej pieluszce, byłabym nie tylko zaniepokojona, ale zwyczajnie wściekła. Nie tylko w natychmiastowym tempie zabrałabym Henia z takiego miejsca, ale miałabym też bardzo dużo wątpliwości przed posłaniem go do innej placówki. Zwyczajnie bałabym się, że tak jest wszędzie… 

Opiekunowie naszych dzieci mają nasze ZAUFANIE

Pierwsze emocje związane ze żłobkiem i rozstaniem matki z dzieckiem po roku czy kilku latach przebywania sam na sam… to nawet dla mnie wcale nie było łatwe. Miałam dobre nastawienie, bo uważam, że dobre nastawienie rodzica to podstawa, kiedy rozpoczynacie przygodę ze żłobkiem! Ale przecież mój syn to moje oczko w głowie i nie wiedziałam, czy w danej placówce znajdą się ludzie, którzy będą potrafili mu mnie w pewnym stopniu zastąpić. Musiałam obdarzyć te obce kobiety zaufaniem. To niełatwe, bo miałam tylko kilka dni adaptacyjnych, kiedy mogłam je poznawać, a oddawałam w ich ręce najważniejszą część mojego świata. Tymczasem, te obce kobiety dzisiaj z pełnym spokojem nazywam ciociami mojego syna. 

Z zaufaniem jest tak, że bardzo łatwo je stracić. Później natomiast bardzo trudno je odbudować. Dlatego tak ważny jest ten pierwszy żłobek i dlatego ja, po kilku miesiącach pobytu mojego dziecka w Tabaludze nie boję się posłać go do innej placówki. Bo nikt nie nadużył mojego zaufania, bo nikt mnie nie rozczarował, bo dostałam, prawdę mówiąc, więcej niż oczekiwałam.

Co świadczy o dobrej jakości placówki?

Żłobek będzie światem Twojego dziecka, spędzi w nim po kilka godzin dziennie, więcej niż w domu. Ważne więc jest bezpieczeństwo, czyli ogrodzenie, stan techniczny budynku – to dla mnie jedne z priorytetów. Poza tym, możliwość dostosowania diety do potrzeb dziecka, długość i możliwość (bo okazuje się, że nie wszędzie taka istnieje!) adaptacji pod okiem rodzica, a także liczebność grupy i wielkość sali. Po ponad 3 miesiącach widzę jednak, że jest coś znacznie ważniejszego, co decyduje o poziomie danej placówki. O dobrej jakości żłobka świadczą relacje, które tworzą się między rodzicem, dzieckiem a opiekunami. I już tłumaczę, co mam na myśli.

Tabaluga, czyli placówka, w której jest Henio, łączy w sobie żłobek i przedszkole. Siłą rzeczy więc trochę tych dzieciaków tam jest, a wszystkie panie mają co robić. Mimo to, nigdy żadna z nich nie odmówiła mi rozmowy. Co więcej, same szczegółowo zdają relację z tego, jaki dzień miał Henio. Oczywiście, wiem, że to jest w zakresie ich obowiązków, natomiast widzę też realne zainteresowanie dzieckiem, które zdecydowanie wykracza poza „zjadł ładnie zupę, spał długo”. Zarówno ciocie, jak i pani dyrektor, zawsze są chętne do zwykłej rozmowy z każdym z rodziców, zagadują, uśmiechają się, prawdziwie cieszą się swoją pracą. Mogę przyjść z listą pytań i wiem, że na wszystkie mi odpowiedzą, nie uciekając się do wymówek.

Zaufanie, którym obdarzyłam je, oddając pod ich opiekę dziecko, stale rośnie. Wiem, że one lubią Henia, a Henio lubi je. Widzę, jak moje dziecko chętnie wchodzi do sali i wiem, że czasem bujamy się po terenie żlobka nawet 40 minut, bo Heniek wcale nie chce stamtąd iść. On się w tej przestrzeni dobrze czuje, świetnie bawi, odnajduje. 

Co mnie, jako rodzicowi, dał żłobek mojego dziecka?

Nie znam rodzica, który oddaje dziecko do żłobka, żeby w tym czasie leżeć do góry brzuchem i oglądać seriale. Pewnie, każdemu taki dzień się zdarzy (a jako matka życzę takiego każdej innej matce, a co!), ale to wyjątek. Chodzimy do pracy, na studia, a może pracujemy z domu. Wychodzę z założenia, że decydujemy się na to, by nie zaniedbywać naszych dzieci, choć często jesteśmy oceniani jako właśnie ci, którzy idą na łatwiznę. Dobre sobie, łatwiznę! Martwić się cały dzień, co się dzieje z moim dzieckiem i jednocześnie skupiać się na tym, co jest moim obowiązkiem. Phi, co to dla mnie?

Jestem wdzięczna temu żłobkowi, że zapewnił mi spokój, jakiego nie dała mi wcześniej żadna opiekunka czy znajomy zajmujący się akurat moim synem. Nie zachodzę w głowę, co tam się u niego dzieje i wiem, że nawet jeśli któregoś dnia muszę go odebrać później niż zwykle, to on nie będzie tam płakał czy czuł się opuszczony. Jest otoczony ludźmi, którzy pracują z pasji i którzy wiedzą, co robią. Mój syn jest z nimi szczęśliwy, a dla mnie, jako rodzica, nie ma nic ważniejszego od szczęścia mojego dziecka.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie
–  Dołącz do naszej grupy na Facebooku i odkryj, że podróżowanie z dzieckiem jest fajne!
  • Podoba mi się Twoje podejście do instytucji jaką jest żłobek. Wiele mam uważa to jako zło, a tymczasem to może być naprawdę dobry i pozytywny czas dla dziecka. Moje dziewczyny chodzą już do przedszkola, które ma oddział żłobkowy i od niego zaczynały. Już po pierwszych spotkaniach adapcyjnych wiedziałam, że to był dobry wybór. Do tej pory nie mogę ich wyciągać do domu 😛 ale wszystko musi zacząć się w głowie rodzica, głównie mamy, żeby z góry nie traktowała pań z placówki jako tych złych.

  • Tosia chodziła do żłobka od 7. miesiąca życia, było mi trochę smutno, że muszę wracać do pracy, a ona będzie mnóstwo czasu spędzać w obcym miejscu. Dziś wiem, że ta decyzja była dobra.