Dzisiaj 23 czerwca, Dzień Ojca. Wyjątkowy dzień w roku, który wszystkim tatusiom powinien przypomnieć o tym, co najważniejsze. O parze oczu, o dwojgu małych rączek. O małym człowieku, który bezgranicznie kocha i ufa. O tym, że w ojcostwie liczą się więzi, które same się nie zbudują. I o tym właśnie mówi film „Jutro będziemy szczęśliwi”, który przez wielu nazywany jest idylliczną wizją ojcostwa. Ja nazwę go inaczej. Majstersztykiem, pstryczkiem w nos dla tych ojców, którzy się nie starają. Bo bycie ojcem to nie tylko sprowadzenie dziecka na świat. Ba! Ojcostwo czasem ten etap pomija! 

Główny bohater, Samuel (Omar Sy), miał priorytety dość niskich lotów. Imprezki, panienki, niezobowiązujący seks… wszystko, byle wykorzystać życie i nigdy nie ponosić  za nic odpowiedzialności. W jednej z pierwszych scen mówi o sobie – „Ja sam jestem dzieckiem” i chyba trudno byłoby go lepiej podsumować. Któregoś dnia, po nocnej imprezie, budzi się w jachcie swojej pracodawczyni u boku dwóch pięknych, młodych kobiet (wszak trudno je nazwać damami), a na pomoście czeka na niego kochanka sprzed roku (Clémence Poésy) z małym zawiniątkiem na rękach. Obwieszcza mu nowinę, że oto poznał swoją córeczkę, pożycza 20 euro na taksówkę i w tym miejscu na długie lata kończy się ich wspólna przygoda. Nawet najbardziej zorganizowany człowiek mógłby czuć, jak grunt delikatnie osuwa mu się spod nóg, prawda?

Postaci budowane przez Omar Syego, który w brawurowy sposób znalazł się w czołówce najlepszych francuskich aktorów dzięki hitowi „Nietykalni”, mają to do siebie, że tak łatwo się nie poddają. I tym razem Samuel podjął natychmiastową próbę odnalezienia Kristin. Jeszcze tego samego dnia wyruszył do Wielkiej Brytanii, która była jej ojczyzną.  W przeciągu niespełna 24 godzin z beztroskiego chłopca przemienił się w bezdomnego, bezrobotnego, okradzionego, ciemnoskórego Francuza na ulicach Londynu. W dodatku,  z dzieckiem na rękach. Gdyby nie przypadkowo spotkany producent filmowy Bernie (Antoine Bertrand) i jego propozycja dobrze płatnej pracy w charakterze kaskadera, ich los byłby raczej nieciekawy.

Ale ma fajnie!

To zdanie wymsknęło się jednemu z widzów na sali kinowej, kiedy w kolejnej scenie reżyser wysłał nas w podróż w czasie, gdzie mała Gloria (Gloria Colston) miała już 8 lat. Mieszkanie, jakie stworzył dla nich Samuel z pewnością było marzeniem niejednego dziecka, także tego drzemiącego w tym dorosłym, wzdychającym głośno człowieku. Olbrzymi, pluszowy miś, wielkie figurki Lego, zjeżdżalnia zamiast schodów… I jeszcze te specjalne, mniejsze drzwi umieszczone tuż obok dużych! Rzeczywiście, ale ma fajnie!

Mała Gloria ma także mamę – super agentkę. Tę, która z zawsze identyczną mimiką i w tej samej bluzce macha do niej ze zdjęć zrobionych w różnych krańcach świata. Każdego wieczoru w mieszkaniu rozlega się alarm zwiastujący przybycie kolejnego listu z takim załącznikiem. Dziewczynka zna je na pamięć. Codziennie wieczorem przegląda jej zdjęcia… i tęskni. Za mamą, która od ponad 8 lat nie odezwała się do nich ani słowem, czego nie potrafił przyznać przed córką Samuel. I to ciągle nie jest najgorsze, co spotkało małą, niewinną dziewczynkę, która tak radośnie tańczy ze swoim tatą po powrocie ze szkoły lub planu.

Obudź się, jesteś nieśmiertelny!

Dopóki nie zna się finału tej historii, a nie zna się go aż do ostatnich minut filmu, można sądzić, że Samuel nigdy nie dojrzał, a dzieciństwo jego córki było zaledwie przedłużeniem jego młodości. Że wysyłanie tych zmontowanych zdjęć to tchórzostwo i zwykłe uciekanie przed rzeczywistością. Jaki odpowiedzialny ojciec tak rozpieszcza dziecko i w dodatku pozwala mu nie chodzić do szkoły nawet przez 20 dni w miesiącu?

Samuel z Glorią na planach bawią się w taką grę. Kiedy on wykona jakiś kaskaderski numer, udaje, że nie żyje. Cała ekipa wpada w popłoch, a wtedy Gloria ogłasza, że tylko ona może mu pomóc. Szepcze mu do ucha: „Obudź się, jesteś nieśmiertelny!”, a jej tatuś wybucha śmiechem pełnym życia. A potem razem idą do lekarza. Gloria wspiera swojego ojca przy zastrzykach, żeby się mniej bał. Wzajemnie przypominają sobie o witaminach, które biorą każdego dnia.

Jutro będziemy szczęśliwi

Któregoś dnia matka Glorii odczytuje wszystkie zostawione jej przez 8 lat wiadomości. Oznajmia, że jutro przyjedzie. Spragniona matki dziewczynka przyjmuje ją w swoje życie z radością. Gdy przypadkowo dowiaduje się prawdy, a cały mit tajnej agentki znika, dziewczynka na jakiś czas odwraca się od ojca. To jednak dalej nie największy problem, jakiemu razem muszą stawić czoła.

Jutro będziemy szczęśliwi to piękna bajka o tym, jak dorastamy do miłości i jak radzimy sobie z największymi przeszkodami w naszym życiu. Dowiadujemy się, ile warte jest 20 euro i jak niewiele znaczy to, czy mamy tę samą grupę krwi. Razem z głównym bohaterem uczymy się nie tylko pokonywać lęki, nie tylko dojrzewamy, ale przede wszystkim uczymy się żyć. Na pełnej petardzie, aż chciałoby się rzec za księdzem Kaczkowskim.

Dajcie z siebie wszystko, tatuśkowie. Bo jutro nie zawsze nadchodzi, warto być szczęśliwym jeszcze dzisiaj.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie