Szerokim echem odbiły się pretensje Gazety Wyborczej do obecnej władzy o nową podstawę programową z języka polskiego dla licealistów. Wynika z niej, że uczniowie będą musieli przeczytać nawet (!) 6 – 7 książek w każdym roku szkolnym. Do tego doliczyć trzeba poezję i liczne fragmenty prozy. Od kilku dni chodzę i się śmieję, bo naprawdę dużo ludzi uważa to za przegięcie. Wiem, że nie każdy, jak ja, wybiera profil humanistyczny z filozofią i łaciną. W moim liceum był jednak nauczyciel, który na pierwszej lekcji matematyki w takiej właśnie klasie, kazał wszystkim napisać na pierwszej stronie „Humanista nie równa się idiota”. Ja natomiast lubiłam dodawać, że „Ścisłowiec nie znaczy ignorant”. 

W klasie maturalnej, kiedy „każdy uczeń chce skupić się na przygotowaniach do matury” (celowo umieszczam to w cudzysłowie, bo nie znam zbyt wielu uczniów, którzy poświęcili na to więcej czasu niż ostatnie 2 miesiące), my uczyliśmy się mów Marka Aureliusza w oryginale. Można by powiedzieć, że nauczycielkę pogięło. No bo po co zawracać sobie tym głowę, zwłaszcza tuż przed jednym z ważniejszych egzaminów w życiu? Ale można też zauważyć, że pewnie w tym czasie chlalibyśmy wino na wałach lub szaleli w jakimś klubie przy naprawdę wyjątkowo nieambitnej muzyce. Tymczasem, nasze mózgi chociaż próbowały podjąć jakiś wysiłek. Z lepszym lub gorszym skutkiem, ale jednak pracowały. Po latach mam ochotę uściskać tę kobietę za to, jak wtedy się nad nami pastwiła z tą swoją łaciną i jak dzielnie walczyła z naszą dyssapientią w zaawansowanym stadium.

Dlatego dzisiaj, kiedy ktoś mówi mi, że przeczytanie 6 czy 7 nieinteresujących nikogo książek, pisanych przed wiekami i oderwanych totalnie od rzeczywistości, to głupota, ręce mi opadają. W życiu czasem warto iść na skróty, umówmy się. Ale nie warto samemu sobie szkodzić. Porzucanie czytania w wieku nastu lat, to działanie na własną szkodę i nigdy nie zgodzę się z rodzicem, który popiera w tym swoje dziecko. Nawet to, które z językiem polskim nie zamierza nic w życiu robić. I mam wielką nadzieję, że uda mi się przekonać Cię do swoich racji. Poniżej znajdziesz 10 powodów, dla których warto czytać książki, nawet jeśli są to nudne szkolne lektury.

1. Czytanie książek może uchronić Cię przed Alzheimerem. Pewnie, że nie masz 100% pewności, ale skoro można zrobić cokolwiek, by chociażby opóźnić objawy tej naprawdę paskudnej choroby, to czemu nie zanurzyć się właśnie w książkach?

2. Dzięki czytaniu książek będziesz chętniej i aktywniej udzielał się w społeczeństwie. Tak dowodzą badania NEA (amerykańskiej agencji wspierającej sztukę). Ich wyniki mówią, że ludzie czytający regularnie chętniej udzielają się obywatelsko i kulturowo. Są pewniejsi siebie, łatwiej przychodzi im formułowanie myśli… A czy to nie podnosi ich samooceny? To byłby kolejny punkt na liście zalet czytania książek!

3. Książki rozwijają wyobraźnię. A ja w sumie nie znajduję zawodu, w którym nie jest ona potrzebna. Czytając książki, wizualizujemy sobie w myślach to, co autor przelał na papier. Widzimy świat tak, jak nie widzi go nikt inny. Wydaje mi się, że to przekłada się także na życie codzienne. Dzięki bogatej wyobraźni, potrafimy dostrzegać różne wyjścia z konkretnej sytuacji i lepiej radzimy sobie z problemami.

4. Czytanie książek wpływa pozytywnie na Twoje słownictwo. Nie twierdzę, że musimy czytać książki naukowe. Powieści fantastyczne też składają się ze zdań, słów, zgłosek. Nikt nie jest alfą i omegą, każdy znajdzie w książce nowe słówko, które może przydać mu się w życiu codziennym lub żeby – dla przykładu – zabłysnąć nim na randce czy rozmowie kwalifikacyjnej do wymarzonej pracy.

5. Czytanie przynosi ukojenie nerwom. Pewnie, że niektórym lepiej pomoże przebiegnięcie półmaratonu. Nie każdy jednak jest na to gotowy ot tak, kiedy zdarza mu się życiowy kryzys. Ja nie jestem i wiem, że większość ludzi żyjących obok mnie też nie. A po książkę może sięgnąć każdy. Co z niej wyniesie – kwestia indywidualna, ale według Cristel Russell, badaczki ludzkich zachowań, czytanie może nam pomóc w walce ze stresem i z poradzeniem sobie w sytuacji stanięcia na życiowym zakręcie. Potwierdzam to, bo ostatnio bardzo dużo czytam i czuję, że dzięki temu jeszcze nie zwariowałam. Całkiem.

6. Z książką będziesz bardziej seksowny. To uwaga szczególnie do panów. Im więcej czytamy, tym bardziej atrakcyjni wydajemy się naszym potencjalnym partnerom. Ja także wolę mężczyzn z książką, więc to także potwierdzam.

7. Książka ćwiczy Twoje analityczne myślenie. Żeby fabuła nam się zgadzała, musimy pamiętać, co przeczytaliśmy kilkadziesiąt stron wcześniej i łączyć fakty. Często też, zupełnie mimowolnie, próbujemy rozwikłać zagadkę, którą postawił przed czytelnikiem autor. To pobudza nasze szare komórki do działania, analizowania, przetwarzania informacji. Nie muszę chyba mówić, że to dość istotna umiejętność w życiu?

8. Im więcej książek, tym więcej wiedzy. Hobbystycznie możesz czytywać też encyklopedię, ja Ci nie zabronię, jednak nie do końca to miałam na myśli. Nawet zwykła powieść, z pozoru błaha lektura, może czegoś Cię nauczyć, przekazać Ci jakąś wiedzę o świecie. Większość książek opisuje – chociażby – dobre i złe charaktery. To ważne zwłaszcza dla dzieci – często w lekki, prosty sposób dzięki książce możemy nauczyć dziecko właściwych, cennych postaw.

9. Książki uczą empatii. I tu w pełni zgadzam się z naukowcami z Buffalo, którzy dowiedli, że czytanie książek otwiera nas na nowe emocje. To w pewnym sensie naturalne, że zżywamy się z bohaterami lektur, które czytamy. Współodczuwanie, to piękne słowo. Poznawanie różnych punktów widzenia pozwala nam wchodzić w cudze buty także w realnym świecie.


10. Czytanie zabija nudę! Zwłaszcza w długie, zimowe wieczory, które nie zachęcają do aktywności na zewnątrz. Pewnie, że jest milion sposobów na zagospodarowanie czasu, przy czym warto przeczytać poprzednich 9 punktów i zastanowić się, czy łatwo jest znaleźć bardziej korzystną opcję dla naszego rozwoju?

Przyznaję, że trudno mnie przekonać do tego, że czytanie nie ma sensu. Nawet wtedy, gdy mówimy o lekturach szkolnych. Ja także przez część prozy romantycznej nie przebrnęłam. Ale dzisiaj wiem, że to było zwykłe lenistwo. Nigdy nie usłyszałam od rodziców, że czytanie tego to marnotrawienie czasu i nigdy takiej bzdury nie przekażę swoim dzieciom. W tej walce zdecydowanie więcej jest korzyści.

*** Spodobał Ci się ten post?
– Polub go lub udostępnij na Facebooku
– Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie
– Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie